Czwarta nad ranem. Zakochani chłopcy znowu nie mogą spać i wzdychają do latarnianych księżyców tworząc preludia i inne kikimory na cześć panien powabnych, zgrabnych i cudownie przeginających się na kozetkach. Piją mleko, wylewają je i wycierają prześcieradła; potem zaś kulą się na łóżkach, biją się w piersi i wchodzą na erotyczne czaty, żeby sobie ulżyć. Kto wie, może na takim czacie uda im się spotkać pocieszyciela, anioła i kata w jednym. No kto to tam znowu wie.
Czwarta nad ranem. Warszawa. Może sen przyjdzie, może mnie odwiedzisz (z butelką Finlandii, bo ludzie bez skarpet w odpowiednich miejscach nie odróżniają Filandii od Finladii). Nie na tego przecież czekałyśmy, nie na tego gnającego w środku nocy z praskiego erotycznego czata pod pałacyk Michla na Żytniej. Jedyną odpowiedzią, jaką mógł dojrzeć Książe Z Bajki, były dwa lole w oknie.
Z jednej chwili w drugą potrafię znaleźć się w stolicy. Wzburzyć jej zaśnienie maltretując przechodniów pytaniami o najbliższe postumenty i tablice pamiątkowe. Być kierowaną pod pomnik Kilińskiego szukając tego upamiętniającego rok 1944, dziecku do wrzodów żołądkowych się dorzucać dając iście furiatyczną i bojową reprymendę za rzucanie śniegiem w karabiny powstańcze ( Fakt donosi: w obronie pomnika zabiła dziecko! ); być towarzyszką odyseji pamiątkowej z Robertem, pseud. Emil i ryczeć na Powązkach przy grobie Lecha Pomarańczowego, bo pod powiekami same z siebie przecież rosną trzmiele łez.
Z jednej chwili w drugą też potrafi mi się zakręcić przed oczyma, zafalować z niebieskiej szafy w płynność podłogi, na słowo sprawić, żeby jakiś nieznany mężczyzna przyjechał z butelką drogiej wódki na czwartą nad ranem. Bo tak. No kocham to miasto.
A ja potrafię nie spać do ósmej rano i patrzeć jak Kobieta obok śni o nagim facecie, który nas na zawsze połączył i uśmiechać się do jej sennych myśli. Potem podawać chusteczki w odpowiednich momentach i dbać o dostęp do tego, co najważniejsze. Na moim własnym łóżku, w moim własnym pokoju, z nadzieją na Warszawę przekładającą się na nieskończoność.
W Warszawie jest wszystko: ciepło serca i bliskość pamięci, taka pewność na to, że rzeczy najważniejsze są niezbywalne i nienaruszalne. Tu śpi się ramię w ramię, marzy się serce w serce; bałamuci facetów na tony i facetów tych także uwielbia. W Warszawie jest wszystko: widok z okna na komendę policji, pod którą gromadzą się okołoranni absztyfikanci z nadzieją choć na pantofelek, choć na nóżkę w pończoszce białej, rannieniem znaczonej; tu śmiech przechodzi w perlenie się powietrza, gdy można w przyjaźni tonąć do granic i śnic o nagich facetach, facetach ze skarpetami, tych, którzy przyjechali daremnie i tych, co się nie odzywają, a mogliby.
Jest wiele rzeczy, o których nie wiedzą sami stoliczanie. Trzydobowe bilety ulgowe, minitwistery dające okazję do dyskusji z panią w kasie o poprawności językowej w keefcowym menu, chłopcy prowokujący na ulicy do zabawy w berka, senność w metrze i uniwersalne PINy 6969 doprowadzające panie sprzedawczynie do spazmów. Ale najważniejsza jest możliwość dzielenia tego z Kimś, kogo przywiodły tutaj powody najgłębsze.
Jestem tu na służbie. Mówię o świństwach, mierzę przechodniom języki, dbam o propagowanie językoznawstwa w społeczeństwie. Słucham Madonny, rozpieprzam się wte i wewte, bajdurzę, bo to umiem najlepiej, ryczę, znów bajdurzę i znów ryczę uważając się przy tym za osobę w pełni zrównoważoną i wielce poważną. Jestem tu na służbie - Serca. Tu zaś jest wszystko co kocham. Jest kobieta mojego życia, jest historia dudniąca w kocich łbach, jest w końcu i pewność na to, że życie jest cudem. Jak ma nie być skoro Ty jesteś, skoro ja jestem.
Nie wiem jak to się skończy. Pozostaje wiara w sens w to, że przecież “może się kiedyś poznamy i polubimy”… Nie można przewidzieć wszystkiego, nie wiadomo kim okaże się ten Drugi Człowiek. Ale wiarę mieć trzeba, ever.
To się nie skończy. To się przełoży na nieskończoność, wiadomo.
Najważniejsze zawsze pozostanie to samo.

3 comments
Comments feed for this article
styczeń 12, 2008 @ 9:56 pm
Sławek
“Ale wiarę mieć trzeba, ever.”
“Najważniejsze zawsze pozostanie to samo.”
Wiadomo. :)
styczeń 12, 2008 @ 10:13 pm
Robert Szymczak
Super, super :) Jedna sprawa:
Ja nie jestem żaden Emil! :P
styczeń 13, 2008 @ 5:10 pm
Licealista
Brakowało mi przez ostatni tydzień Twojego Czytadełka…
Pozdrawiam!