Jestem sobą - to znaczy odpowiadam za swoje słowa i czyny, potrafię stanąć na wysokości zadania, znam swoje możliwości, nie boję się wyzwań, zawsze dążę do wyznaczonego celu, a w dążeniu tym liczy się droga i staranie. Jestem - a to znaczy, że mi się chce. Bo niczego tak naprawdę nie muszę. Ja mogę tylko chcieć. Chcieć studiować, chcieć pracować, w przyszłości stawać na werandzie domu i wysyłając wszystkie dobre myśli bliskim w oparach mgły i parzenia się świerszczy wsiąkać w nieskończoność.

Jestem sobą, to znaczy, że wiem, co jest dla mnie najważniejsze. A najważniejsze zawsze pozostanie to samo - ocalić siebie i innych w całym potencjalnym bogactwie wewnętrznym, jakie niesie ze sobą pełnia życia, pełnia człowieczeństwa. Rozwinąć się w kierunku dobra i zrozumienia innych. Potrafić cieszyć się najmniejszą popierdółką, najlichszym banałem, od którego życie się zaczyna i na którym życie się kończy.

Jestem sobą - to znaczy, że nie boje się marzyć. Nie boję się śnić. Wyznaczam sobie tysięczniki i zdobywam je. Czasami za pierwszym podejściem, czasami po wielu staraniach. Wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeżeli się czegoś naprawdę chce, że najważniejsza jest wiara w to, co z pozoru niemożliwe; że należy iść do przodu, a potem się odpocznie; cudne manowce, cudne manowce.

Jestem sobą - to znaczy śmieję się głośno, płaczę cicho, przed siebie idę młoda, genialna, trzymam ręce w kieszeniach, stawiam kroki milowe zamaszyste jak świat; tak mam za tak, a nie za nie, i już po kres swoich dni chcę jeść kromkę posmarowaną masłem nieskończoności, chcę pić śmietankę z półlitrówki wieczności…

Jestem sobą - a to znaczy - jestem harcerką. Służę całym życiem, przez całe życie. I mam szczerą wolę. I chcę. Śmiać się, aż tchu w piersiach brak, pomagać, kiedy inni zawodzą, padać, z padłych wstawać i iść do końca. Ryczeć na Powązkach przy krzyżu Zawadzkiego, tego Zawadzkiego nosić w sercu, jak relikwie świętą, czerpać z niej motywację, motywacją tą się dzielić, a przez to pamiętać, czuwać, przekładać to, co najważniejsze na nieskończoność, na braterstwo. Jestem harcerką, to znaczy, że się nie boję. To znaczy, że czuwam.

Jestem sobą - to znaczy śpię do południa, spóźniam się na zajęcia, zaczepiam ludzi w tramwaju, nucę Smołk on de łoter w miejscach publicznych, straszę gołębie, parzę najlepsze kakao na świecie, lubię babrać się w czekoladzie i jestem specjalistką od języka. Kocham Warszawę, cukierki anyżkowe, folklor, militaria; lubię, jak mi się herbata na łóżku wylewa i jak pościel pachnie jaśminem. W przyszłości chcę pracować w jakimś instytucie, gdzie naukowcy zacni i szanowani będą badać mój sen, a ja tym sposobem śpiąc zarabiać pragnę na życie. Jestem sobą - a to znaczy, że nie lubię chamstwa i czepialstwa, buraków, marudzenia, niezałatwionych spraw i jak jest zimno w łazience. Nie cierpię flaków, Lorda Jima, wieszającego się paska zadań Visty i obietnic słownych nie znajdujących swojego pokrycia w czynach.

Jestem sobą -a to znaczy, że siebie akceptuję i że mam do siebie dystans. Że lubię swoje jasne włosy, podkrążone oczy i zakrągłe biodra; tendencję do przeziębień wszelakich, lenistw, nicnierobienia, a z drugiej strony, tą zapiętość wszystkiego na ostatni guzik i pierwszość słowa, które zawsze mi towarzyszy i które ze mnie wypływa - odpowiedzialność.

Jestem sobą - a więc żyję w głąb, nie wszerz; i wiem, że w tym wszystkim najważniejsze jest to, by nie odejść od siebie za daleko.

Żeby człowiek był człowiekiem,
lecą liście
szumi w lesie
wiatr z obłoków warkocz plecie
i tego trzymać się trzeba.