Trulla-la!

styczeń 18, 2008

Dałam się w końcu zaprosić na tę kawę. I choć postanowienie miałam mocne – że będę wierna, że nie dam się zbałamucić ani słowem, ani czynem, ni też gestem, żadnemu innemu, choćby nieba mi otwierał i nieba samostanowił, róże w kaburze przynosił i w tany tulipany zabierał – to uprzejmość tego Pana i jego wytrwałość w szturmowaniu mojego serca, przyniosła wymierne rezultaty. Dałam się zaprosić na kawę, na spacer i znowu na kawę, łamiąc wszystkie swoje zasady, triady, driady; wychodząc z tej poczekalni, pralni myśli i uczuć, wierności i ciągłości, w której przebywam od długiego czasu i w której czekam, aż zdarzy się cud i poproszą mnie wreszcie do tego jedynego gabinetu, i znajdą antybiotyk, przeciwciała dla mojej wieloletniej fascynacji. Gdzie Pan Jedyny specjalista po zdjęciu marynarki, bluzki, lekarskiego fartucha i stetoskopu da mi Pana ceum, tremendum Deum! Tam więc kiedyś mnie może poproszą…

***

Tymczasem dałam się zaprosić na kawę, na ławę, zabawę. Choć wiosna nie dla mnie, i słońce i ruń wonna, a tylko noc, noc deszczowa i wiatr, i alkohol – to wzięłam tego Pana pod ramię i wyszłam z nim w miasto nieprzytomne, przelewające się w świetle ulic, jak sen wariata. Pan ten to łobuz okrutny, łotr, choć poeta. W berecie na ucho przeciągniętym, figlarnie do mojego takowego mrugającym, z torbą przewieszoną przez ramię niesłychanie – kobiet wielki bałamuciarz. I ja jego dzisiejsza, nietutejsza, zarumieniona i spóźniona – daję się wpisać w ten kalejdoskop podbojowy, sukmistrzowy, będący rynsztokiem kobiet i pożywką beznadziejnych mężczyzn budujących swoje ego poprzez brukanie świętego imienia, ot, na przykład Emmy Bovary, nie do wiary!
Idziemy sennym miastem w rynsztoku ulic i przepierzeniu kamienic, prowadząc się nawzajem pod rękę, namiętnie, występnie. Opowiada mi o swoim życiu wpisanym w język, o tym, że już dawno za mną chodzi, że pracuje w radiu, na skrzypcach gra, tra la la la, i na Żoliborzu domek ma. Na Żoliborzu są ulice takie śliczne, takie topole, a w tropach taki wiatr, gdy przyjdzie wieczór, świecą światła elektryczne i tak jest dobrze, jakby się miało osiem lat…
Idziemy sennym miastem w skurczu latarń i lodowisku kocich łbów. Po prawej taniec brzóz, po lewej mija nas policja konna, jakiś redaktor, czy nawet archikrator. Wietrzeje z nas ta kawa, poplamiony obrus i szyld z wyrytą zaczarowaną dorożką. Niżej gwiazdy i liście, noc zielono-szalona.
Moja brama, moja kamienica, drugie piętro, prędko, giętko.

***

Nerwowo szukam kluczy w torebce, biodro przykładam do dziurki okołodrzwiowej, in saecula saeculorum, żegnam się w cichym westchnieniu i rozrzewieniu. A mój dzisiejszy pan to rozumie, i tylko kłania się nisko, blisko, mając nadzieję, że nie obraził tym ani mnie, ani Tego, na którego już tyle czasu w poczekalni czekam i czekać będę, może beznadziejnie, może nadziejnie, i mówi jeszcze tylko: żem ja dla niego matka, kochanka i muza…

… na schodach słychać dudnienie i gniewne szemranie stróża, i jeszcze echo niosące wezwanie:

Serwus, Madonna!

Tags: , , , , , , , ,

Odpowiedzi: 4 do “Trulla-la!”

  1. wirtualna Powiedział/a:

    Impresje , dygresje , plagiaty i różne inne tematy….. ,
    ogromne dramaty – z powodu wypitej kawy , wylanej herbaty.
    Na szczęście “serce nie sługa ” – to opowieść będzie dość długa.
    Przebojem jednak kakao , czekolada , skarpety góralskie i te gacie wygodne do spania ,bo szerokie . Jak ja to lubię.

  2. Mag Powiedział/a:

    Kawalkada przecinków w Twoich wypowiedziach nie przestaje mnie zadziwiać.

    Nie ma co lubić. Ty też wyciągnij Gałczyńskiego na kawę. :)

  3. sZakOOu Powiedział/a:

    Serwus Madonna? Cześć Tereska!

    Naturalnie że możesz się linkiem odwdzięczyć, chociaż w zamierzeniu One Last Hope jest dla rozgrzewki (żeby wgryźć się w WordPress’a, zobaczyć “co i jak”). W niedługim czasie planuję poważny blog poświęcony mediom, którego linka do niego z pewnością się nie powstydzisz. ;)

    Pozdrawiam i powodzenia w konkursie “Blog roku 2007″. :)

  4. Mag Powiedział/a:

    W takim razie z niecierpliwością czekam! :)

    Wszystkim tym, którzy ze zdziwieniem i zatrwożeniem pytają, jakiej marki jest ten papieros – odpowiadam: Herlitz. Czasami przydaje się do spisywania myśli bawidełkowych, czasami do imitowania fajki. ;)


Napisz odpowiedź