Cacy cacy fleischmaschine

styczeń 19, 2008

Oczywiście, że nie ma miłości. Tssssssyt. Zadraśnięcie zapałki. Skazanie papierosa na gorącą falę palącego rumieńca. Nie ma i nigdy nie było. Nawet to cośmy robili. Baju baju, gadu gadu. W żadnym calu nie zahacza o miłość.

Oczywiście, że nie ma miłości. Pomyliłem się, pomyliłem się.

***

1741451.jpg

Duszno mi. Siedzimy gdzieś na końcu świata, w zapadłym lokalu, w dymie papierosowym i oparach filandzkich fiordów. Wie, że się duszę, wie, że nienawidzę smrodu elemów, dychotomii wąskich uliczek, zwężających się kocich oczu i ślinki kapiącej z warg drobnych pijaczków w załomach parapetów i donic. Wie i czerpie z tego jakąś beznadziejną przyjemność obracając w piersi swoją ciemną gwiazdę. Koncentracyjne światło rozjątrza jego pomyliłem się.

Sufit topi się w gorzkiej kawie, źle zmielonej i niesłodzonej. W mlecznej firance dymu, niedopalonych fragmentach serc i niedotrzymanych obietnic. Niedosłodzona rozmowa nie klei się, na zmianę przerzuca winę z końca jej wyjściowego czółenka na żarzący się ołówek tytoniowy poety.

Oczywiście, że nie ma miłości. Można już odetchnąć
- mówi on. Można wetchnąć – mówię ja, czując jak płuca kurczą mi się w kilowatogodzinach drewnianych cybuchów. Dobre – i zapisuje.
Resztki ciepła w świetlikowym, dymnym świetle. Totalne delikatnienie przeplatane melancholią i morderstwem. Ktoś musi komuś darować.
Odsuwam głośno krzesło, głośniejsze chrapnięcie śliny. Idziesz? Nie, idę.

***

Duszno mi. Rozpalam światła po całym mieszkaniu, żeby przypadkiem nie potknąć się o jakiś leżący na ziemi fragment siebie. Sklejam potłuczoną lalkę Tadzika. Ta lalka to jest Himmler.
Dzwonek do drzwi. Biodro zahaczające o framugę i sztywność warg przekrzywiających się z kpiną na porcelanowej, saskiej szyi.

Zobaczyłem światło więc przyszedłem. Zadzwoniłem i otworzyłaś. Nie przyszedłem rozmawiać, nie przyszedłem się kłócić, nie przyszedłem prowadzić odwiecznej wojny. Ja przyszedłem się kochać.

***

Oczywiście, że nie ma miłości. Tak, Panie Jezu, tak.

Tags: , , , , , ,

Odpowiedzi: 8 do “Cacy cacy fleischmaschine”

  1. entelepentele Powiedział/a:

    Harry Harry Hipermarket:)

  2. Mat Powiedział/a:

    Jedna czarna kawa.
    Jeden żarzący się papieros.
    Cztery kieliszki ognistej wody – tej czystej, prosto z Filandzko-Finlandzkich fiordów.
    A potem już tylko “łóżko, tapczan”.
    ;)

  3. antybohater Powiedział/a:

    Ja przyszłem się kochać. Mówił Świetlicki na koncercie. I pytał czy w takim wypadku zostałby wpuszczony.

  4. jedentrzymegapixel Powiedział/a:

    miło się czyta

  5. Hoko Powiedział/a:

    Kurcze, ten tekst wymaga jakiejś głębszej egzegezy :) No i chyba lepiej, żeby go żaden “Tadzik” nie przeczytał…

  6. Robert Szymczak Powiedział/a:

    Piękne. Po prostu :)

  7. Mag Powiedział/a:

    En: Supermarket? Cmentarz? ;)

    Mat: Z tymi czterema kieliszkami, to byłabym ostrożna. Wiadomo.

    Antybohater: Nawet jakby powiedział “przyszłam”, nie ma innej możliwości, jak tylko wpuścić go i wprawić w lekkie delikatnienie. ;)

    1.3 mp i Robert: dziękuję. :)

    Hoko: “Tadzik” nie musi się obawiać. To czysta aluzja literacka, zabawa z panem Marcinem. Egzegeza zaś jeśli już – to też li tylko na poziomie utworów pana eM. W inne kanoniczne teksty nie trzeba się wczytywać. ( chociaż w każdej z notatek przemycam aluzję do mistrza B.; znajdziemy? ;)). W tej dodatkowo jest i fragment z Herberta. Tak dla pęcznienia sensów. ;)

  8. Julia Powiedział/a:

    Super dopasowałaś zdjęcie, dopiero teraz zauważyłam, że na szklance jest logo Bacardi, mhm. :)

    A notka wybitnie mi się podoba. Ciągle mnie zaskakujesz, no kurcze. ;)


Napisz odpowiedź