Oczywiście, że nie ma miłości. Tssssssyt. Zadraśnięcie zapałki. Skazanie papierosa na gorącą falę palącego rumieńca. Nie ma i nigdy nie było. Nawet to cośmy robili. Baju baju, gadu gadu. W żadnym calu nie zahacza o miłość.
Oczywiście, że nie ma miłości. Pomyliłem się, pomyliłem się.
***
Duszno mi. Siedzimy gdzieś na końcu świata, w zapadłym lokalu, w dymie papierosowym i oparach filandzkich fiordów. Wie, że się duszę, wie, że nienawidzę smrodu elemów, dychotomii wąskich uliczek, zwężających się kocich oczu i ślinki kapiącej z warg drobnych pijaczków w załomach parapetów i donic. Wie i czerpie z tego jakąś beznadziejną przyjemność obracając w piersi swoją ciemną gwiazdę. Koncentracyjne światło rozjątrza jego pomyliłem się.
Sufit topi się w gorzkiej kawie, źle zmielonej i niesłodzonej. W mlecznej firance dymu, niedopalonych fragmentach serc i niedotrzymanych obietnic. Niedosłodzona rozmowa nie klei się, na zmianę przerzuca winę z końca jej wyjściowego czółenka na żarzący się ołówek tytoniowy poety.
Oczywiście, że nie ma miłości. Można już odetchnąć - mówi on. Można wetchnąć - mówię ja, czując jak płuca kurczą mi się w kilowatogodzinach drewnianych cybuchów. Dobre - i zapisuje.
Resztki ciepła w świetlikowym, dymnym świetle. Totalne delikatnienie przeplatane melancholią i morderstwem. Ktoś musi komuś darować.
Odsuwam głośno krzesło, głośniejsze chrapnięcie śliny. Idziesz? Nie, idę.
***
Duszno mi. Rozpalam światła po całym mieszkaniu, żeby przypadkiem nie potknąć się o jakiś leżący na ziemi fragment siebie. Sklejam potłuczoną lalkę Tadzika. Ta lalka to jest Himmler.
Dzwonek do drzwi. Biodro zahaczające o framugę i sztywność warg przekrzywiających się z kpiną na porcelanowej, saskiej szyi.
Zobaczyłem światło więc przyszedłem. Zadzwoniłem i otworzyłaś. Nie przyszedłem rozmawiać, nie przyszedłem się kłócić, nie przyszedłem prowadzić odwiecznej wojny. Ja przyszedłem się kochać.
***
Oczywiście, że nie ma miłości. Tak, Panie Jezu, tak.


8 comments
Comments feed for this article
styczeń 19, 2008 @ 5:44 pm
entelepentele
Harry Harry Hipermarket:)
styczeń 19, 2008 @ 10:31 pm
Mat
Jedna czarna kawa.
Jeden żarzący się papieros.
Cztery kieliszki ognistej wody - tej czystej, prosto z Filandzko-Finlandzkich fiordów.
A potem już tylko “łóżko, tapczan”.
;)
styczeń 19, 2008 @ 11:01 pm
antybohater
Ja przyszłem się kochać. Mówił Świetlicki na koncercie. I pytał czy w takim wypadku zostałby wpuszczony.
styczeń 20, 2008 @ 1:57 pm
jedentrzymegapixel
miło się czyta
styczeń 20, 2008 @ 2:23 pm
Hoko
Kurcze, ten tekst wymaga jakiejś głębszej egzegezy :) No i chyba lepiej, żeby go żaden “Tadzik” nie przeczytał…
styczeń 20, 2008 @ 4:12 pm
Robert Szymczak
Piękne. Po prostu :)
styczeń 20, 2008 @ 5:02 pm
Mag
En: Supermarket? Cmentarz? ;)
Mat: Z tymi czterema kieliszkami, to byłabym ostrożna. Wiadomo.
Antybohater: Nawet jakby powiedział “przyszłam”, nie ma innej możliwości, jak tylko wpuścić go i wprawić w lekkie delikatnienie. ;)
1.3 mp i Robert: dziękuję. :)
Hoko: “Tadzik” nie musi się obawiać. To czysta aluzja literacka, zabawa z panem Marcinem. Egzegeza zaś jeśli już - to też li tylko na poziomie utworów pana eM. W inne kanoniczne teksty nie trzeba się wczytywać. ( chociaż w każdej z notatek przemycam aluzję do mistrza B.; znajdziemy? ;)). W tej dodatkowo jest i fragment z Herberta. Tak dla pęcznienia sensów. ;)
styczeń 21, 2008 @ 12:54 pm
Julia
Super dopasowałaś zdjęcie, dopiero teraz zauważyłam, że na szklance jest logo Bacardi, mhm. :)
A notka wybitnie mi się podoba. Ciągle mnie zaskakujesz, no kurcze. ;)