barbórka

Sierpień tego roku topił się w trocinach słońca rozdmuchiwanych po podwórzach, w pluszu drzew nawlekanych na krawężniki, rozbabraniu światłocienia i palących polanach popołudni poprzetykanych parzeniem się ścian w wąskich korytarzach miasta.
Wychodziłam w to brzęczenie rojnych ulic, w gwar skwerów przetykanych wróblami i jasnością, spiekotę warg i powietrza, które wdzierało się do płuc, do krwiobiegu zasilając bezsilność i strach. Wychodziłam w czapce na bakier i bez odbioru, w ogień popołudnia marszczonego piętrzeniem się nieba i trzmielami pocisków. Do tych, co mają tak za tak, nie za nie, bez światłocienia.

W sierpniu tego roku posadzono na ulicach Warszawy szkółkę brzóz - parawan z krzyży i karabinów. Mury klejono krwią, wiązano tętnicami, wspierano na kościach i kruszono je tymi, co mają tak za tak, a nie za nie, bez światłocienia.

W sierpniu tego roku znów wędrowaliśmy ciepłym krajem.

***

Mnie nauczono - żeby pamiętać. Dni pomruków, jasności i wróbli nawlekać na pajęczyny myśli wydobywając z nich, to co najważniejsze - Człowieka zawartego w przestrzeni serca i w przestrzeni myśli; kawalkadę małych przyrzeczeń i ogromnych wyrzeczeń w imię dzisiaj, jutro i pojutrze.
Żeby zrozumieć, że ocalenie siebie jest możliwe tylko i wyłącznie wówczas, kiedy ocali się swój świat.

Czuwaj, kiedy światło na górach daje znak…


Krzysztof Kamil 22 I 1921 - 4 VIII 1944