Szczecinek o tej porze roku jest jak nastoletnia panna młoda; rozkojarzony, zapętlony, z zimnymi, bladymi dłońmi i spękanymi, przygryzionymi wargami; w której to dziewczęcości młodej wszystkie emocje i wszystkie uczucia skupiają się gdzieś na obrzeżach; wśród woali pajęczyn i kroplenia się koron drzew, w strzepywanej z ramienia niewidzialnej nitce i składanych, drżących obietnicach na płotach kolan.

Budzę się z nim na powiekach, kiedy przez okna, przez drzwi wdziera mi się do łóżka, na poduszkę, zdejmuje ze mnie kołdrę, każe mi wskoczyć w marynarkę, przeczesać palcami włosy, wpaść w puder, cukier, herbatę z dodatkiem syropu i miodu, o palec zaczepić beret, w biegu go potem wciągnąć na głowę i obcasem podłużnym wybijać pierwsze takty po klatce schodowej, sześciu podestkach, pestkach i w tym wypadaniu z impetem na powietrze, burzeniu krawężników, przecinaniu trawników i w wiecznym spóźnieniu, które mi rumieńców napędza, daje mi ludzi zapoznawać, sprawy wagi ogromnej załatwiać i przestrzeń ojczyzny serca budować, hej!

W Szczecinku śpią zaklęte wszystkie moje największe marzenia i pragnienia. Koty pierwszej miłości drzemią na parapetach myśli, bujają pomost nadjeziorny, marcują się w kieliszkach z mlekiem i urządzają sobie wyprawy w nieznane. Szorstkimi językami wywołują dreszcze i małe uśmiechy, które nieodłącznie wiążą się z młodością bujną, niedojrzałą, przynależną buńczucznemu tupaniu nóżką i potrzebami zaklętymi w oczach, karmelkach, piosenkach.
Tu snem wielkim, snem obudzonych śpią ideały, pierwsze podrygi serca, wielkie herezje i wielkie wybory. Tabun młodych płuc wypluwający z siebie jednym tchem, że ma szczerą wolę całym życiem śmiać się głośno, płakać cicho; fikołkowania się nóg, które odciskami przypieczętowały okoliczne lasy, łąki, pola i bunkry; ryk falujących piersi i dławienie ważnych słów, gdy tak się miało za tak, a nie za nie, bez światłocienia.
Tu w końcu jest i moja przestrzeń serca, od której wszystko się zaczyna i na której wszystko się kończy. Spacery wśród prychających, mierzących wzrokiem kamienic, pierwsze nauki odbierane i pierwsze dawane, pocałunki rzęsiste, jak plamy słońca na rdzawych guzach liści, pocałunki, jak boczek żuty silnymi zębami, miękkie i krwiste, pyszne.
Tu mam wielkie kartony, w których poupychałam wspomnienia: kawałek kory z drugiego końca Polski, gdzie się budowało siebie i świat swój; woluminy pamiętników z myślami niepokornymi i natrętnymi, pierwsze kasety, gadżety, dzieci, śmieci. Tu jestem ja i ona - my.

***

Szczecinek o tej porze roku jest także jak pan młody, oddany, wierny, piękny i kojący; z sercem na dłoni i paletą uczuć, która każe nie pamiętać złego i dni nawlekać na korale tętnic z uśmiechem paćkającym się w kąciku ust; z bukietem oczu, koszami dobrych słów i litrówkami przyjaźni, które upijają do nieprzytomności.

s.jpg

Moje miasto na rogatkach niejasne
W centrum wyjaśnione, marmurowe
Bankomatowe moje miasto z wyobraźnią
Wykute, mostami zasnute
Moje miasto we mgle i nocy
W słońcu się rozciągające
Moje miasto martwe w nocy
O świcie rozwożące znów życie

la la la la la la la la la…