impresja
Lato w tym roku przyszło zupełnie niespodziewanie gdzieś w początkach lutego; wpakowało mi się do pokoju, usiadło za plecami, pomału weszło pod bluzkę, przejechało palcem między łopatkami i jednym szybkim ruchem przełożyło mnie przez kolano, wyciągnęło pas i złoiło mi skórę zacnie, a ostatecznie wybijając z głowy wszelkiego typu niekończące się wiosny, sosny, bałamuctwa i nieuctwa; następnie odstawiło mnie na miejsce, poprawiło włosy, pocałowało w policzek, otuliło kocem i powiedziało głosem niskim i pysznym, o smaku dojrzałych czereśni i wydrylowanych śliwek: - Pani przypalony makaron czuć już z kilometra.
Spojrzałam w to lato, jak się patrzy raz pierwszy i raz ostatni, wpakowałam mu łokieć w oko, zdzieliłam po głowie, usiadłam na klatce piersiowej i przytamowałam mu oddech bezczelnie, namiętnie wciskając piąstkę do gardła i wyjmując garściami z przełyku, patyku roje motyli popaćkanych uśmiechami, oddechami, dotykami, tobie, mi.
A lato na to spokojnie, upojnie opluło mnie tym skrzydleniem, tętnieniem, zatkało buzię, zawiesiło między sufitem i podłogą, błogo, niebogo i kazało się poddać, oddać, tak.
I kiedy obudziłam sie dziś, ptyś, ręką uderzyłam w poduszkę, podrapałam się za uszkiem, to nie musiałam oczu otwierać, szperać, szukać, mrugać - ot lato zwyczajnie siedziało tuż przy mnie, tuliło, muliło, uśmiechało i fikało. Roześmiałam się razem z nim, motylami oplułam cały sufit, z kołdrą podroczyłam się, umiejętnie z łóżka spadłam i w wybuchu wszystkich tętnic na raz zrozumiałam - zachorowałam. Beknęłam jeszcze ostatnim motylem, zasłoniłam grzecznie usta dłonią i z bezczelną miną zrzuciłam sufit na podłogę.
I teraz mam niebo na ziemi.

14 comments
Comments feed for this article
luty 14, 2008 @ 11:45 pm
Julia
Chcę się przyłączyć! :D
luty 14, 2008 @ 11:49 pm
Mag
W niedzielę! ;)
luty 15, 2008 @ 7:58 przed południem
entelepentele
doskonałe, a ostatnie zdanie to majstersztyk…………….
luty 15, 2008 @ 10:46 przed południem
Cal(endula)
Też bym tak chciała… Dobrze Ci :)
luty 15, 2008 @ 7:00 pm
komerski
Czy Sommerliebe to świadome nawiązanie do piosenki Sabriny pt. Boys (Summertime Love)? :)
Dla młodzieży, która nie wie jakie kobiety kształtowały świadomość pokolenia ‘76 link:
http://www.youtube.com/watch?v=YvstDQIG5Kk
luty 15, 2008 @ 8:03 pm
Julia
Piosenkę załam, ale teledysku nie… Jakby powiedziała moja przyjaciółka z zacięciem aktorskim: “To straszne!” :P
luty 15, 2008 @ 8:43 pm
entelepentele
To chyba bardziej idzie o sezonową, ulotną, lekką, miłość - czy autorka cichaczem tu do Zapolskiej nawiązywa?
luty 15, 2008 @ 8:50 pm
Mag
# komerski - Nawiązanie nieświadome. Autorka raczej rozebrana, rozgrzana, wyjęta z nocy i całkiem sierpniowa opisała, co następuje i jak się czuje.
Choć Sabinę autorka zna i nieraz w dzieciństwie pod blokiem podśpiewywała. :)
# en - “Sezonowa miłość”? Coś w tym jest. Jak u Gałczyńskiego - wiosną, gdy jaskółka przylata i - jak treść lata. ;) Na lecie się zatrzymajmy, bo mam wrażenie, że dobiłam właśnie do tego, o którym w przyszłości chcę mówić “Nigdy nie będzie takiego lata”. :)
A zawsze myślałam, że to Wiosna mi się śni. Panie Schulz. :)
Dziękuję za komentarze. Pozdrawiam.
luty 15, 2008 @ 11:07 pm
Cal(endula)
“Nigdy nie będzie takiego lata” - pięknie byłoby coś pasującego do tego utworu przeżyć, oj pięknie.
Ja wtrącę swoje trzy grosze - mi się Sommerliebie skojarzyło z renesansową piosenką niemiecką… Różni ludzie, równe potrzeby… :P
luty 15, 2008 @ 11:09 pm
Mag
A przybliżysz bardziej to skojarzenie? :)
Ja dawniej śpiewałam w chórze muzyki dawnej, takie przyśpiewki mogą być mi znane. Pozdrawiam. ;)
luty 16, 2008 @ 7:47 przed południem
Hoko
A zima przyszła piętnaście dni późnej… :)
luty 16, 2008 @ 10:53 przed południem
Camaxtli
…w domach letniskowych lato letni się stale, a za oknem powiewa letniak…
/dotyka i mnie/
luty 16, 2008 @ 2:39 pm
kociszlak
odkryłam właśnie to miejsce i aż miło się czyta. powinszować powinszować :>
luty 16, 2008 @ 5:25 pm
Cal(endula)
Utwór się nazywa “Wol dir lieb sumerzit” autorstwa Neidharta von Reuenthala (ble, jakie miano!) w wykonaniu Trecento :)