notka durnowata - wina chłopaka

Polują na mnie heretycy i spazmatycy, ramole, pierdolę, eleganci, absztyfikanci, faceci - dzieci, durnie i gburnie, stada studentów i dekadentów, do tego dziadki, dziatki, sąsiadki i inkasenci, sklepów klienci, zepsute kasy i przydupasy. Polują na mnie stada gołębi, z okrzykiem wielkim: ta, co nas gnębi! Śledzą ghallery, byli, cholery, jacyś harcerze, chociaż nie wierzę, wreszcie i dupy, wszyscy do kupy.
A ja tu wzdycham, a ja tu fikam. Nike barykad!

***

Wczoraj urządził sobie dybanie jeden z tych panów, co są na stanie. Ja w sumie grzeczna, całkiem stateczna, miła, co chwila, choć niebezpieczna - przyjęłam awans z miną figlarną, wielce rumianą i temporalną. Pan zaś na zimno najpierw mnie mając, chłodem obejścia nie zniechęcając, w palcach się lepił niby pierniki, wąsa podkręcał, ach fiki miki.

Gdy go do wody wsadzałam słonej ( tu bez skojarzeń moi panowie! ), rósł i nadymał się - we mnie i w sobie, mrugając sztucznie, w znoju, w chorobie i rozpływowo, pęczniał i męczniał, dobrze, oj dobrze, że choć nie jęczał - razem z innymi jemu zacnymi, ach pierogami z dziada ruskimi.

Ja zaś słabością mączną pałając, soli dodając, wrzątek wzburzając marzyłam skrycie o wspólnych chwilach, farszu motylach, drylach, kadrylach, i o tym związku w ramach zalążku - jako konsumpcji, tuż po polucji! A naczekawszy się trochę i sporo, zjeść go pragnęłam: amore solo!

***

Pan jednak okaz był wielce srogi - wyskoczył z wody, oblał pierogi i gdy go zjadać zaraz pragnęłam, fiknął i pryknął we mnie - cholera! mszcząc tak klientów, byłych, natrętów, kochanków Lindy, wołów, pacjentów, w imię aniołów i stad gołębi - tą, co gnębiła sparzył do głębi. W miejscu gdzie usta przechodzą w zamysł, i tam gdzie wargi splata aksamit.

Z przygody onej nauka taka: pieróg nieczuły - zmień na chłopaka. :)