Kronika wypadków miłosnych

marzec 10, 2008

Przydybał mnie przy przystanku tramwajowym-wahadłowym, kiedy wyjmowałam z torby tabletkę przeciwbólową i serwowałam ją kubkom języka. Spojrzał uważnie, poważnie, zmierzył mnie od czubka antenki mojej beretkowej, aż po czubek błyszczącego kozaczka i z dezaprobatą figlarną, a namiętną raczył wykoncypować, co następuje:
- Boli?

Skinęłam głową, jej połową, od podbródka po niedostrzegalny uśmiech w kąciku ust. Przełknęłam małe ziarenko i czując, jak kiełkuje mi w przełyku, patyku – zastukałam obcasem, obertasem o suszący się bruk wieczoru.
Pan przedchwilowy, okołoprzystankowy jakoś wcale spokoju dawać mi na dłużej nie zamierzał, więc odezwał się znowu w ten deseń:
- Boli, tak?
- Tak – odpowiadam, bo tak się składa.
- Tabletki nie pomogą.
- Zobaczymy.
- Nauka się kłania. Maria Skłodowska-Curie, kojarzy pani?
- Kojarzę.
- Kojarzę?
- Kojarzę.

Kolejarze. Daję się wciągnąć w tę rozmowę. Zawsze się daję, nadaję. Celebruję ludzi i ich skłonności, piękności, otwartości. Przystaję i się zadziwiam nad tęczówkami, sprawami, sercami. To ważne i piękne. Natrętne, namiętne. Wielkie.

- Kojarzy pani. A co w niej było takiego niezwykłego?
Mrugam niedostrzegalnie, banalnie.
- To, że była kobietą? – odpowiadam z przekorą, humorą.
Ludzie na przystanku zaczynają się przysłuchiwać naszej gadce, szmatce.
Pan, na oko pięćdziesięcioletni w eleganckim płaszczu, kapeluszu, wstawiony, rozmaślony. I dziewczyna rumiana, od rana, z motylami na ramionach, niech skonam.

- Ha! Ale co jeszcze? – nie daje za wygraną on.
- Podwójny Nobel.
Kiwa głową, skobel.

- A wie pani, ja się zajmuję ikebaną.
- Mhm – wiatr podwiewa mi spódnicę. Pełne kobiece kolano – to drugie imię Ducha Świętego.
- Wie pani co to?
- Sztuka wkładania, układania…
I już gryzę się w wargę i śmiać mi się chce. A panu temu jakby wcale bez różnicy, czy się wklada, czy układa – kiwa głową, odpowiada:
- Kwiaty układam. Kwiaty. Kobiety nie mają do tego ręki. Ja mam. A Skłodowska? Podwójny Nobel. Przecież ona by polonu i radu nigdy nie odkryła, gdyby nie Pierre. ZGADZA SIĘ PANI ZE MNĄ?
Krzyczy daremno. Towarzystwo przystankowe wzdrygnęło się. Nic sobie nie robiąc z jego napastliwości, nieustępliwości, hałaśliwości, odkrzykuję dziarsko:
- ZGADZAM SIĘ!
Bo i co się będę z pijanym człowiekiem kłócić.
- To dobrze – mówi on, łypiąc wytrwale – Pani jest byczo inteligentna. O, tramwaj. Jedzie pani ze mną?
- Z panem nie jadę, ale tramwajem i owszem.
- To wsiadajmy – mówi on i przepuszcza mnie w drzwiach, więc po schodach, poręczach i klamrach, znikamy w jego trzewiach.

- Jestem profesorem chemii. Co pani na to?
- Ładnie – mówię grzecznie i myślę statecznie o nieuctwie Marii Skłodowskiej – Curie, która bez męża by do niczego nie doszła. On jakby czytał w moich myślach uderza w te tony:
- Einstein, kojarzy pani?
- Mhm – trochę napalony.
- Einsten, emce kwadrat, kojarzy pani?
- Tak.
- Einstein… On kochał Marię Skłodowską – Curie. Ale nigdy z nią nie był, bo ona wolała Piotra…
- Nie można mieć wszystkiego – on klepie się po biodrach.
- Mądrze pani prawi.
- Tak.
Popatrzył na mnie z ukosa i uśmiechnął się obleśnie.
- Ależ pani jest inteligentna!
- Tak – mówię z uśmiechem i myślę sobie, że podobno pijacy i dzieci nie kłamią. Się wie! Myśl natrętna.
- Przejdźmy na ty – proponuje on – Marek jestem.
- Magda.
- Magda. Magda.
- Magda.
- Magda. Marek. Ma. Ma. M. M. Jesteśmy sobie przeznaczeni.

No i wpadł. Rozmaślony, rozbabrany wpatruje się w kącik moich ust, który drga niebezpiecznie i zaraz może spuchnąć, wybuchnąć od śmiechu, który maluje przestrzenie, spojrzenie, natchnienie.
- No to Magdo… czym się zajmujesz?
- Literaturą – odpowiadam fachowo, to tak mądrze brzmi, de novo.
- Literaturą! O! – napala się on. I zaczyna wymieniać jakichś poetów polsko-greckich, którzy też na Noble mają szanse i inne cuda podobne, czyniąc mi tym awanse. Potem przechodzi na Stachurę, Różańskiego, Schulza, Prusa. Samozachwyt w papirusach.

- A poezja! – rzuca w przestrzeń – Co myślisz o poezji?
- To bałamuctwo piekielne – mówię i strzepuję motyla z ramienia, natchnienia.
- O tak, tak – Marek podchwytuje – Poezja to banał. Nawet ja na poczekaniu umiem coś wymyślić. Kiedyś napisałem wiersz o Powstaniu Warszawskim ( tu mnie ma) Krew na naszych sztandarach, krew to nasza wiara… Jakoś tak to leciało. No a pani – tu zwrot do adresata, znaczy do mnie – Dla takich kobiet, jak pani, tworzy się poezje. Niech spróbuję… Pani oczy jak dwie świece, wciąż zadziwiają mnie, pani usta, mniej mnie w opiece, do bram raju prowadzą mnie. No te oczy!
No oczy. Otwieram je szeroko i staram się zapamiętać ten tetrastych, co mi tu się ryje w maju, tramwaju. Wiersz miłosny, zawsze radosny!

- Ach – wzdycha on.
- Ach – uśmiecham się ja, dusząc się, krztusząc.
- A co by pani powiedziała… – wpadł w podniosły ton on – Gdybym się zaraz i teraz oświadczył.
- Powiedziałabym nie. – odpowiadam z szerokim uśmiechem, co znaczny, szczerząc się do współpasażerów, którzy zda się nie mieli nigdy lepszych dwudziestu ośmiu minut w dwudziestce ósemce.
- No ale jakbym spróbował? Mogę nawet paść na kolana.
- To zupełnie niepotrzebne – mówię grzecznie roześmiana – Ja jestem na nie.
Krach i serce trach.
- Ach – mówi on – Ja jestem rocznik pięćdziesiąty, Solidarność i te sprawy. Profesor. Katedra technologii drewna. Ikebana. Postać znana. Szkoda, że nie jestem te kilkanaście lat młodszy. No te oczy! Szkoda, że nie spotkałem Cię wczoraj.
- Rzeczywiście – mówię śmiejąc się już pełną piersią, razem z babcią okołoróżową, która dymi z rozbawienia, rozperlenia na cały tramwaj, maj – Rzeczywiście, coś w tym musi być.
- Gdybym Cię spotkał – wyginam kibić, a on nie daje za wygraną – wtedy życie byłoby inne. Piękniejsze.
- Ależ jest piękne, jest inne – oponuję natychmiast i chwytam go za rękaw, pękam. – Jest najlepsze ze wszystkich.
- Masz rację – Marek z rozmaślenia wstępuje w rozanielenie. – Ale, ale, już wysiadasz?
Wstaję dziarsko, beret wkładam.
Kiwam głową na znak zgody.
- TAK WIĘC ADIEU! – drze się Marek, hehehe – Miła Magdo, szczęścia i spełnienia Tobie! Dziękuję za tę rozmowę. Dziękuję Bogu, że się napiłem i miałem odwagę z Tobą porozmawiać. I te oczy! Ach… ADIEU!
Sacre bleu, więc:
- ADIEU! – odrykuję, szyby dudnią, ja pasuję i z tramwaju wyskakuję. O ole!

***

A mój niedoszły mąż przykleja się do szyby i zostawia na niej śluz maślakowy, natrętny i namiętny. I macha mi jeszcze, i czułe spojrzenia posyła, i drętwieje – a ja się śmieję i myślę sobie, że po co mi profesor, agresor, ten, czy tamten, drużnik, podróżnik, maszynista, traktorzysta, ławnik, prawnik, Marek, zegarek, kupiec, głupiec, aptekarz czy lekarz – skoro do Ciebie się nie umywa ani sklepikarz, Artur Partyka, Bogusław Linda, ani pan windziarz, aktor, redaktor i archikrator, piłkarz, kominiarz czy weterynarz, Pele, w niedzielę, kapitan, tytan, a nawet chemik, Pan Bóg i Pan Kleks, słowem zaś każdy, kto Tobą nie jest.

Tags: , , , , , , ,

Odpowiedzi: 13 do “Kronika wypadków miłosnych”

  1. peczetka Powiedział/a:

    Piękne, rozkoszne nawet.

  2. Daniel Powiedział/a:

    Fajne rymy, fajna Ty:)
    Ale:
    Pele? Co Ty wiesz o Pelem ponad to, że się rymuje z niedzielą? Kobiety! ;p

  3. Julia Powiedział/a:

    Dzienniki Tramwajowe! :*

  4. Mat Powiedział/a:

    Magdo, Ty masz jakieś takie szalone pole magnetyczne, które przyciąga niebo na ziemię. Oby Ci się nigdy bieguny nie kopyrtnęły. ;)

  5. Michał Krotoszyński Powiedział/a:

    Ja nie wiem jak to jest, że Ty przyciągasz takich świrów :) Fajna historia i fajnie opowiedziana (pełna euforia, trwa aż do rana ;)

  6. janusz76 Powiedział/a:

    Dobra historia cudnie opowiedziana.
    Czas jest pojęciem względnym, a tacy ludzie kolorują nam świat z szarości w pastele…

  7. Camaxtli Powiedział/a:

    No proszę, o mały włos pan Ma Ma Marek by mnie ubiegł i wtedy byłbym dopiero fra fra frajerem ;PP czuletule!

  8. mojblog Powiedział/a:

    Mmm… pycha! :) Odrywasz mnie od podłogi i wyrzucasz gdzieś w górę, a ja wcale nie spadam, tylko lewitując unoszę się w przestrzeni… Pisz jeszcze, pisz! :)

  9. wydrylowanyhazardius Powiedział/a:

    Mat. Jeśli bieguny się kopną, wtedy będzie wynosiła ziemię na niebiosa. :P Też nie-zła perspektywa! ;)

  10. entelepentele Powiedział/a:

    kompletny tramwajowy odjazd!

  11. ola Powiedział/a:

    :D:D:D:D tralalalalalalalalalala :DDDDD

  12. Supp Powiedział/a:

    ciekawe :) i pociągająco napisane. Styl mnie wciągnął bardziej niż tekst, który nie odstaje od całości. Tekst niby pierwszorzędna sprawa tutaj, ale ja skupiłem swą uwagę na stylu w jakim zostało napisane i jak graficznie to wygląda. Nie chcę oceniać, nie oceniam, tylko piszę co zauważam, na co zważam i dlaczegóż takie fajne (?). Pozdrawiam Panią.

  13. Mrówka Powiedział/a:

    Tramwaje mają tę niesamowitą moc. Obserwacji szczególnie, ale jak tu widać… nawet zbliżania ludzi ;)


Napisz odpowiedź