Często wyobrażam sobie, że cię pożeram. Zaczynam od rozebrania, jak do rosołu, wysmarowania od stóp do głów ckliwą oliwą, żebyś pięknie się rumienił, pęczniał, rósł i skraplał w nieskończoność, po to tylko by następnie wpakować ci do ust język jak jabłuszko dzikiemu wieprzowi i patrzeć na to gotowanie, parowanie, stawanie – jak na misterium męki pańskiej, pogańskiej, trochę bachicznej acz kanonicznej.
Do smaku pieprzę cię i doprowadzam do wrzenia, tak od niechcenia dorzucam jeszcze jęk i aromat, a potem konam – płynąc przez fale, w cwale, wspaniale.
Na rozebranej zastawie stołu, sama gotowa jak do rosołu w bieli obrusu i bez przymusu – stawiam cię w środku, mrucząc, na spodku. I nic nie robiąc sobie z tradycji, ogłady, zdrady i opozycji zaczynam obiad wraz z głównym daniem, które przeciągnie się na śniadanie.


marzec 14, 2008 @ 11:18 pm
Hmmm… Ciekawie opisane. :)
marzec 15, 2008 @ 3:29 pm
Uważam iż dany tekst porusza bardzo ważny temat, który w życiu każdego człwoieka, każdego obywatela, każdego kraju, każdej planety, każdego układu i proletariatu pełni niezwykle ale to niezwykle ważną rolę.
Bardzo ważną.
Niezwykle wręcz ważną. Należy pisać o tym więcej, głębiej, szerzej, mocniej, silniej, zdecydowaniej, twardziej, baczniej, wyżej, dalej, głębiej, potężniej, głębiej, olbrzymiej, wspanialej, głębiej, bardziej w lewo, nieokiełznaniej, spontaniczniej, bezwstydniej, wyuzdaniej, bezpruderyjniej, groźniej, koźniej, głębiej, z odrobiną ostrości chilli, słodkością miodu i hardkorowością pierogów.
Pociągnij konia, a nożyce się odezwą i przekroisz ich sierpem superświnkę, której ogonek i ryjek są orężem – prawdą i rozumem zło przezwyciężysz – dzięki mocy planety kwiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiik! (”ii” nie istnieje)
I belive I’m nose
I belive I can touch your horse
Dorsz jest ważywaem, owcoświniokot jest ptakiem, nie jedzmy ludzkich rąk i nie niszczmy jamniczka, który ma trzy stany emocjonalne. Ananas na piersi, krewatki wokół pępka, szpinak między nogami (on wcale nie ma więcej magnezu niż inne warzywa) i to wszystko odbite w lustrze, żeby można było podziwiać dzieło kulinarne.
Ql nOteCzQa!!!!!!! OdwiEć naSze bloga$$ki BejBI!!! ;P :P :) :**** xD
JORM (Julka, Ola, Robert, Mat)
marzec 15, 2008 @ 3:31 pm
Za mało głębi wyszło.
marzec 15, 2008 @ 3:33 pm
Prosząc Was o komentarze nie miałam na myśli kociokwiku pomieszanego z postidiotyzmem. :P
Cóż, to nie zmienia faktu, że i tak Was kocham. ;)*
Udanego weekendu warszawskiego.
PS> Rzeczywiśnie, nie zagłębialiście się zbytnio w niuanse, pasjanse. ;)
marzec 15, 2008 @ 6:41 pm
To jeszcze coś napiszę => pozytywne. xD
marzec 15, 2008 @ 8:24 pm
Fajne. Wzmaga apetyt.. ;)
marzec 15, 2008 @ 8:37 pm
Głód domaga się ofiary. xD Idę po czekoladę. xP
marzec 16, 2008 @ 11:02 am
ten piekny tekst pokazuje jakie nasze życie (w każdym jego aspekcie) jest smaczne… więc do kuchni rodacy… :P
marzec 16, 2008 @ 11:20 am
Tylko parami. :) PARAMI! ;P
marzec 16, 2008 @ 11:49 am
Mhm, jak gotować, to tylko na parze. :)
marzec 16, 2008 @ 11:53 am
Tylko trzeba uważać, by nie za wcześnie coś zgotować. :P
marzec 16, 2008 @ 2:11 pm
tak tak gotowanie na parze znacznie zdrowsze niż inne. I więcej składników odżywczych i więcej koloru :)
marzec 16, 2008 @ 10:07 pm
Nobla Ci. Za ten tekst. Nobla!
Albo konia z rzędem.
marzec 17, 2008 @ 11:28 am
ja przepraszam, że tak nie a’propos, ale ja tu z prośbą, żeby nie napisać, że po prośbie ;> otóż chciałabym Cię prosić o żródło cytatu owego, które się pojawia u Ciebie na dzień dobry – piszę aktualnie pracę o słowie, a raczej o cenzurze i owy fragment wydał mi się bardzo adekwatny. czy to Madame Bovary? Butterfly i czynna Madame?
Bardzo wdzięczna będę za udostępnienie tej, jakże cennej dla mnie informacji.
pozdrawiam nie-warszawsko ;>
marzec 17, 2008 @ 11:31 am
Cytat po lewej jest z “Madame” Antoniego Libery. :)
Pozdrawiam.
marzec 17, 2008 @ 12:54 pm
wielka jest moja niewiedza.
tym bardziej bardzo dziękuję :)
marzec 17, 2008 @ 3:26 pm
och, aż tu, na brzegu Wisły czuć te wszystkie aromat kuchenne… droga Mag, jesteś pierwszą kucharką!
marzec 17, 2008 @ 6:55 pm
Że co, że jak wieprze? Pieprzę!
marzec 17, 2008 @ 8:46 pm
oł je!
(tylko tyle jestem w stanie wykrzesać. ale, jak mniemam, starczy. więc powtórzę: oł je. i tyle ;] do rosołu!!!)
marzec 17, 2008 @ 11:17 pm
aż apetyt rośnie
w drugą stronę tez to działa, dziękuję za wizytę, a za możliwość wizyty jeszcze bardziej ; ]
marzec 18, 2008 @ 2:41 pm
Mnam… bardzo smakowicie rozerotyzowane…
marzec 19, 2008 @ 6:57 am
A kto pozmywa? :)
marzec 19, 2008 @ 9:02 am
“jeśli twoja kuchnia jest totalnie zgaracona, nie sprzątaj jej bracie, zadzwoń po Uniona” :P
marzec 23, 2008 @ 2:42 pm
Dlatego każdy uwielbia jeść. Wspaniałe!