- Dziewczyny, wolne?
Dziewczyny popatrzyły na siebie, jak tylko to one robić potrafią i z minami figlarnymi a zgodnymi odrzekły sakramentalnym: Tak! uśmiechając się do siebie wesoło. Jedna z czterdziestoletnim czasem przeplecionym przez czoło w postaci delikatnej siatki zmarszczek sprytnie tuszowanych przez krem na dzień dermo-odprężający z Boswelox, wypełniacz biosfery kolagenu. Druga plująca i smarkająca motylami w kwiecie wieku dwudziestego drugiego, odrobinę krnąbrna i fantazyjnie rozczochrana, niewyspana, roześmiana, na na na na.
I ta pytająca, dziewczyna – na oko lat siedemdziesięciu i kilku, ubrana w ciasny czarny gorset, długą, powłóczystą suknię, zieloną koszulę ze stójką i wachlarzowy kapelusz z szerokim rondem zajmujący połowę przedziału, dochodząca, dosiadająca się, podróżująca, za-chwy-ca-ją-ca!
- Genialnie! – mówi ona, zatęczona, tak zielona, i przysiada się do trójkąta, i wchodzi w te nasze światy powoli, ale z dozą rumianości ogromną, piękności, historii i magnolii, którymi pachnie oszałamiająco.
Wpatrujemy się w nią, jak w ikonę zdobioną wykwintnymi materiałami i kamieniami – z szmaragdem mieniącym się na palcu i gładkim, acz starodawnym gorsetem wpijającym się w biodro. Jest urocza, dziewczęca, rumiana, powabna i ma ponad siedemdziesiąt lat.
I z taką Nią zostaje już do końca, przez kolejne dwie godziny zaczuć, zarumień, zapamięci i zatęczeń – aż do Poznania.
Dziewięcioro dzieci, prawnicy, lekarze, dentyści, pisarze. Do tego włości na Kresach, historia zaklęta w Powstaniu, w starym Lwowie, w starej Warszawie, w dorożkach, książkach, fortepianach, katamaranach. Dzieciństwo spędzone na salonach, nauka w elitarnych szkołach, gra na fortepianie, skrzypcach, na harfie, języki krajów Europy podawane w wykwintnych formach, na srebrnych paterach, kultura i partytura.
Do tego znajomość ogłady, parady, wszelkich niuansów, kontrabasów, pasów i wygibasów: walc, polonez, kadryl, kotylion. Panów i pań, rodzin, bo się powodzi, Wojtyłów, Czartoryskich, Zamoyskich, Koniecpolskich. – A prawnuczka Dąbrowskiej to sympatyczna dziewczyna! – mówi hrabina i uśmiecha się szeroko, mrużąc przy tym piwne oko.
- A Ty Kochana?
A ja jestem kochana przez Ciebie. I prawnuczka ze mnie też zaszczytna, bo przecież taka harcerska, beztroska, Małkowska. I uśmiecham się ładnie i składnie opowiadam o dziadku mym najdroższym, kresach, biesach, o tym, co najważniejsze i najbliższe, o powstaniu i działaniu. I jeszcze o marzeniach, dążeniach, tym, co zaraz, tym, co teraz, Linda, Flinta i Banderas.
A Hrabina przytakuje grzecznie, wyniośle, radośnie i trzyma tą swoją ufryzowaną głowę tak, jak tylko ona potrafi i jak trzymały ją panie jeszcze przed wojną, na salonach, tronach, w domach, niech skonam!
I czerpię z tego niewypowiedzianą radość, przyjemność obcowania z kobietą piękną, mądrą i światłą. I choć się już żegnamy, wymieniamy – uprzejmościami, kodami, pocztami – to tkwi w nas, dziewczynach, takie przekonanie o tym, że to, co najistotniejsze i najważniejsze – zawsze pozostanie takie samo. I uścisk, i uśmiech i jej słowa na koniec, że: bycie kobietą, to nie to samo – co bycie damą i ładną!
De facto!
Tags: dziewczyny, hrabina, pociąg, podróż, rozmowa


marzec 29, 2008 @ 2:53 pm
Ostatnie zdanie będące cytatem z tej przeuroczej kobiety jest najlepszym i w pełni wyczerpującym komentarzem. Perełka
marzec 29, 2008 @ 3:15 pm
Magia, jak zwykle blisko Ciebie. Bardzo mi się podobało to “dziewczyna – na oko lat siedemdziesięciu”. Bycie kobietą jest wspaniałe. :)
marzec 29, 2008 @ 3:16 pm
Lubię to błogowspomnieniowe, czuleroztkliwione, szczerosentymentalne pisanie…
Choć za Pospieszalskim nie przepadam to jednak WARTO ROZMAWIAĆ ;)
marzec 29, 2008 @ 3:43 pm
Szmaragdowa dziewczyna. Gdyby tylko była te kilka lat młodsza… ;)
marzec 29, 2008 @ 4:47 pm
Bo kobietą być to największy zaszczyt, dar nad dary, cud natury!;)
Mat: no gdyby była młodsza, to co wtedy, ja się Ciebie pytam!?
marzec 29, 2008 @ 4:50 pm
To wtedy… ekhm… byłaby młodsza…?
marzec 30, 2008 @ 9:27 am
Piękne… Piękne…
Miałam kiedyś podobne pociągowe spotkanie z pewna paryską, wykwintną w lata damą. Okazało się, że wykłada na Sorbonie i zna dziesięć języków w tym swahili . Niech żyją takie kobiety: światłe, z historią, wiedzą: znające wszystkie sztuczki świata. Niech żyją nam :)… i niech dają się spotkać czasem, niech pozwolą czas i czar z nich płynący oplatał nas,
marzec 30, 2008 @ 9:57 am
ehę, raczej nie powinienem sie wtrącać.
chociaż może: droga do poznania zwykle usiana jest niespodziankami
;-)
marzec 30, 2008 @ 10:10 pm
Szkoda, że tak niewiele się teraz rozmawia w pociągach ; ]