Dwa dni temu wzięto mnie za gołębia. Szłam chodnikiem – w dzień jak chłodnik przepyszny i wiśniowy – niczego nie podejrzewając sobie, a już na pewno nie tego najgorszego i najbardziej szkaradnego w wymowie i mimetycznej osnowie przyrównania, że tu przenagle, na rany Chrystusa, zostanę wzięta za jeden z tych pomiotów szatańskich, za gnuśnego przedstawiciela pogańskich synów rynków, za truchło gruchające i srające niesłychanie, amen.
Szłam krokiem ufnym, beztroskim, jak karmelek, który wie, że jego przeznaczeniem jest buzia w ciup, szorstki język i leguminy śliny, jak wróbelek skaczący na sprężynce nóżek, siup, siup, siup, niczym taka kupka puchata nakrapiana pierzem. A tu nie wierzę! Wzięto mnie za gołębia – rzecz doprawdy niepojęta.
Szłam obracając w ręku swój pomarańczowy klucz, powtarzając stare zaklęcia ludzkości, bajki i legendy: pokroić kuraka, udusić warzywa, sos niepotrzebny, a nagrodzili mnie tym, co mieli pod ręką: obrazą gołębią.
Szłam, jak się idzie po prostu, lewa, prawa, kiecka, niecka, całkiem przyzwoicie, wielce należycie – po zajęciach z Ważyka, z Kaczmarskiego, z Witolda, aż tu przede mną pomyka dziewucha! różowa i krnąbrna właśnie lat może ze pięciu – i krzyczy do mnie w swych małoletnim nadęciu – Sio! Jakbym była poczwarnym gołębiem, czy co.
Różowa kurtka, różowe rajtki, do tego sroga i hulajnoga, i jedzie na mnie, pięknie, karalnie. A ja się małych rozbójniczek nie boję, ja zawsze robię swoje: więc spojrzałam na nią, tak, jak się patrzy na ósmy cud świata, jak palcem w nosie denerwuje się brata, jak kocha się wróble i straszy gawrony, jak tuli się czule i wraca do żony, jak karmel rozkłada się na cukry proste i jak się wybucha tym śmiechem radosnym, i wielkim, i mocnym – by dać rozbójniczce naukę o ptakach – bo przecież jej nie da ni mama, ni tata.
***
Iż ma być uważna, choć jest małolata – i nie daćże wciskać se obcego ptaka!


kwiecień 4, 2008 @ 5:15 am
Ile poezji w prozie powrotu do domu:-)))))
Chcę jednak zaprotestować przeciw postponowaniu gołębi i obruszaniu się, że może się być do niego podobnym. Kupka nakrapianego pierza też ma swoje prawa.
Wszak Ten, który obmyślił cały ten świat, w którym nas usadowił, przewidział i miejsce i dla gołębi i … dziewczynki z hulajnogą, w której zawłaszczoną przestrzeń wtargnęłaś, i miejsce dla Ciebie.
Pomykam na zajęcia może nie nazbyt literackie i poetyckie, ale będące prozą życia. Założę jednak specjalne okulary, które pozwolą mi dostrzec to, co jest poza prozaiczną czasoprzestrzenią… Pozdrawiam
kwiecień 4, 2008 @ 8:27 am
na szczescie nie ulecialas do nieba
kwiecień 4, 2008 @ 11:16 am
Ja nie wiem, kto w tej całej historii więcej ptaka dał se wcisnąć :P
kwiecień 4, 2008 @ 1:19 pm
Uwielbiam Cię czytać.
A ptaka nie daj sobie wcisnąć. Wciskaj innym!
kwiecień 4, 2008 @ 4:15 pm
inny komentarz jak rotfl nie przychodzi mi do głowy xD
Ach, ta dzisiejsza młodzież
kwiecień 4, 2008 @ 5:19 pm
Następnym razem zabierz ze sobą Wujka Staszka Mistrza
Ciętej Riposty! Tak dla żartu chociaż.
kwiecień 4, 2008 @ 7:46 pm
lunetarius: Jestem wielką, ogromną, monumentalną przeciwniczką gołębi. Pan Bóg musiał mieć widocznie baaardzo zły dzień stwarzając ten pomiot. ;)
Tux, nie wciskaj mi kitu. :P
kretowisko: Tak jakby. Aktualnie mam niebo na ziemi, więc co nieco się zgadza.
Mrówko – i wzajemnie. :)
Cudzoziemka: Jest jeszcze megalol!
Julian: Odkąd mam jedynego własnego nie szlajam się nigdzie z obcymi facetami. ;)
Pozdrowiaki!
kwiecień 4, 2008 @ 8:40 pm
A ja pozwolę sobie poczuć więź z różową małolatą, bo nie dość, że barwę miłuje odpowiednią, to jeszcze w tak młodym wieku wie już, jak należy postępować z gołebiami-zasrańcami. Bo gołębie się przecież straszy. O!
Tylko nie podejrzewałam, że i Ty gołąb… Czego to się człowiek dowiaduje dzięki sieci. Dobrze się maskowałaś najwyraźniej. Nie omieszkam nastraszyć przy najbliższej okazji ;p
kwiecień 5, 2008 @ 11:15 am
wiec wypada dołożyć:
MEGALOL
Strasz dzieci, strasz
kwiecień 5, 2008 @ 12:46 pm
A może mówiła “Sio!” do tej wielkiej, zamarzonej Pani, Studentki w obłokach planów, która śmiała wejść jej w drogę? Może gołębie są tu niesłusznie posądzane o współudział?
A może marzenia zrobiły ją tak lekką, że prawie sie unosiła? I może ta mała dziewczynka myślała, że, gdy krzyknie “Sio!”, Studentka wzleci w powietrze i pofrunie nad miastem, ku uciesze dziewczynki?
Gołąb też człowiek ;]
kwiecień 5, 2008 @ 1:09 pm
Gołębie blogi prowadzą – cuda, cuda ogłaszają! ;)
kwiecień 5, 2008 @ 2:19 pm
Sis, bierzesz do ręki książkę B.B. i machasz ją k’mnie zachęcająco. Efekt straszenia-przerażenia gwarantowany. ;)
cutebellatrix: Ja i tak latam kilka centymetrów nad ziemią, więc tego typu przygody może nie są czymś nadzwyczajnym, niemniej proporcje zachować należy – oddajmy gołębiom, co gołębie, ludziom, co ludzkie. ;)
Julka, Karol, ghru, ghru. ;)
kwiecień 5, 2008 @ 7:58 pm
Gołębie – nie lubię ich tłustych zadków i wścibskich dziobów… Nie lubię panoszenia się po skwerach i zanieczyszczania ulubionych ławek… Lubię dzieci, które wiedzą, kogo straszyć i dlaczego… Mogą być nawet różowe i na hulajnodze…
Wszak pisał kultowy pvek (ciągle w konserwacji jego www): “Bo nasza jest potenga, mondrość i głembia! Nasza! Nie kota i nie GOŁEMBIA!”…
Ave!
kwiecień 5, 2008 @ 9:40 pm
Niebo gołębio-siwe, mokre pióra stroszy,
pod wiatr nastawia skrzydła całe w drżących puchach,
wciąż jeszcze dalekimi piorunami grucha
i burzy się jak gołąb w miłosnej rozkoszy.
Maryśka PJ
kwiecień 6, 2008 @ 1:26 pm
Ha! No i co?! Nawet ona czerpie z gołębi!
kwiecień 6, 2008 @ 1:30 pm
Nie wiem czy jest się z czego cieszyć i co podziwiać. :)