Mitologizacja rzeczywistości

kwiecień 12, 2008

Moim ideałem jest dojrzeć do dzieciństwa, powiedział B. i zastygł w skurczonej skorupce palców, niby pięść orzecha – zakręcając się, jak trzmiel kosmaty popielaty, bączek gwarowy, buczący na krowy.

Ideał ten stanowi praprzyczynę wszystkiego. To on uczy nas odkręcania słoików na gumkę i odróżniania gumki owej od tej majtkowej, czy tej do skakania. On boczy się i zwiesza nos na kwintę, gdy nie pozwala się nam wkładać ołówków do kontaktu, palców w szpary międzydrzwiowe wpychać, przyklejać języka do oblodzonych parkanów i kopać gołębie, namiętnie, natrętnie.

Ideał ten jest sumą wszystkich pouczeń i rozczarowań – wybitym zębem na lodowisku, zdartym kolanem od brody po goleń, rozerwanym ogrodniczkiem na dzikich jabłkach i zaklejoną paszczeką po wacie cukrowej. Jest też tym, co najbardziej doniosłe i najważniejsze w swojej praprzyczynie, a więc: pierwszym pierogiem uklejonym pod czujnym okiem mamy, wyważonym, rozczapirzonym, karkołomnie plaskatym i niewyobrażalnie rozlazłym; pierwszą łyżeczką kawy gorzkiej, choć aromatycznej, woniejącej kredensem babci i miętówkami chowanymi po kieszeniach. Jest pierwszą bijatyką z obitą japą, drzazgą w dłoni, kolanami sparzonymi pokrzywami i papierosem, który z obrzydzenia wychodzi nam nosem.

Dojrzewanie do dzieciństwa to docieranie do samego siebie. Wszystko co znamy, co jest ważne, nam drogie, co w przyczynie i w sposobie stanowi nam o istnieniu, potrzebach, względach i talentach – jest takie, a nie nijakie właśnie z tego powodu, że takim widzieliśmy je w bliżej nieokreślonej przeszłości. W niej to bowiem, w skutku i w sposobie, pierwsze jest zarazem ostatnim.

Pierwszy zjedzony burak już na zawsze zostanie przepysznym urozmaiceniem codziennego jadłospisu i królem potraw wszelakich, a nie miast niego schabowe i ziemniaki, jeżeli przy tym właśnie pierwszym podejściu objawi nam się w całej swojej krasie, golasie!
Jeżeli natomiast w czasie inicjalnego kęsu znajdzie się w nim coś z twardości kredensu – to już nigdy nie będzie miał sposobu, żeby się nawrócić. I choć przyjdą inne smaki, buraki, rzepy, czy kalarepy – to ten pierwszy jest ustanowieniem i zaczątkiem próbowania wszystkiego w swojej dziedzinie. Doświadczenie prymarne bywa niezbywalne.

Wszystko więc, co pierwsze, jakże ciche i doniosłe w swej postaci – jest kolejnym krokiem w poznawaniu świata. A o każdy poszczególny, pojedynczy i indywidualny krok – trzeba nam dbać, trzeba się starać, doceniać go i stawiać z rozmysłem.

***

Nie na darmo się mówi każdemu z nas – iż ważny i magiczny jest ten pierwszy raz.

Tags: , , , ,

Odpowiedzi: 20 do “Mitologizacja rzeczywistości”

  1. Mrówka Powiedział/a:

    Zawsze, jak czytam Twoje wpisy, to widzę oczami (oczyma? nigdy nie wiem) to, co piszesz. Idealnie. A przez to wszystko nabiera magii.

    Jesteś magiczna.

  2. Julia Powiedział/a:

    Schulzowo, schulzowato, schulzowsko. :)) “Inicjalny kęs” – huhu.

    ps. Nie wierzę w magię pierwszego razu.

  3. Ola Powiedział/a:

    Pozdzierane kolana – nie pamiętam ani pierwszego ani ostatniego razu ;)

  4. lunetarius Powiedział/a:

    Każdy po swojemu przeżywa ten pierwszy kęs jakiegoś doświadczenia, czy doznawania. Nie jest ważne w tym wszystkim, który on jest z kolei. Ważne są te zapamiętane, gdyż one stanowią punkt odniesienia dla pozostałych.

  5. entelepentele Powiedział/a:

    o, pamiętam zdarte kolano – mam bliznę po tym wypadku i pamiętam też wszystkie inne inicjalne wydarzenia:) i mam po nich mniejsze lub bardziej odczuwalne blizny…
    prawdą jest, że ile skarbów się nazbiera w dzieciństwie, tyle się ich będzie miało w dorosłym życiu. Schulz – jak zawsze – rację ma.

  6. Hazardius Powiedział/a:

    Ładnie napisane… Szczególnie końcówka. xP

  7. sis Powiedział/a:

    “Doświadczenie prymarne bywa niezbywalne” – i to jest to ;]
    Toteż kolekcjonuję i celebruję wszystkie te pierwsze-najpierwsze. Najważniejsze.

  8. Mat Powiedział/a:

    A ja tam nic nie pamiętam, słabą mam pamięć.
    A gołębi się nie kopie, bo są fajne.
    A buraki się je, bo są smaczne.

    A “Do zakochania jeden krok…”
    A Do zakochania jeden kęs…
    Aaa… :)

  9. Gloomy Slipper Powiedział/a:

    Bałbym się deziluzji. Magia, magią. Racjonalizm, racjonalizmem. Pesymizm ostoją.

  10. Hazardius Powiedział/a:

    Czemu wspominać pierwszy raz, skoro można starać się dążyć do ideału nie wspominając pierwszych prób?

  11. Mag Powiedział/a:

    To, jak próbujemy raz pierwszy – ustanawia nam pewien punkt widzenia.
    Jak to pisał Mistrz Schulz, wszystko zaczyna się w Genialnej Epoce, której przynależy nimb pierwszeństwa. Coś próbowane raz pierwszy – już na zawsze pozostaje ukonstytuowane. Pryzmat widzenia się zawęża i wiedzie nas już określonym torem.

    Ideał tkwi w dzieciństwie, bo tylko w nim poznajemy świat takim, jakim jest naprawdę. Czysty, nieodkryty, genialny. Niedoświadczony, nieznajomy, nieśmiały.

    Zachwycający od początku. :)

  12. lowlight Powiedział/a:

    “I have been here twice since I was here last time” jak mówią Angole. A tak mi zaświtało właśnie, może na tym polega szczęście, żeby wszystko było pierwszym razem?

    Slán agus beannacht leat

  13. Hazardius Powiedział/a:

    Pod pewnym względem – wszystko robimy po raz pierwszy. :)

  14. Cudzoziemka Powiedział/a:

    Mętne to nieco. Nieco zbyt bardzo.

  15. Mag Powiedział/a:

    Ideałem jest do tego dojrzeć. :)

  16. Cudzoziemka Powiedział/a:

    I znów od początku. Błędne koło ; ]

  17. Mag Powiedział/a:

    Wręcz przeciwnie. To źródło nieskończonego, wiecznego łańcuchu bytów. Lovejoy, Tomasz z Akwinu, Schulz.
    Pozorne odczytania prowadzą do błędnego rozumienia – koła. Tylko dojrzewanie do pewnych tekstów, decyzji, problemów odsłania nam czasem praprzyczynę. ;)

    Mówi się nawet czasem, że oczami dziecka widzi się świat takim, jakim jest on naprawdę. To też przyczynek do poznawania prymarnego, inicjalnego. A co za tym idzie jedynego pełnego.

  18. lowlight Powiedział/a:

    ok, ale czy nie potrzebujemy jakiegoś układu odniesienia? Czy można określić smak, kolor, zapach nie znając innych? A może właśnie o to chodzi, że znajomość zieleni wypacza nam spojrzenie na błękit, a smak sliwki zmienia sposób w jaki odczuwamy cierpkość wiśni? Tylko czy możliwe jest życie bez porównań?

  19. Mag Powiedział/a:

    Układem odniesienia jesteśmy my sami. Nasze doświadczenie. I nie mówimy tutaj o porównaniach, bynajmniej. Rzecz jest o pierwszeństwach, inicjacjach – każdej możliwej do zweryfikowania rzeczy na tym świecie w kontekście nas samych.

    Nie ma powrotów do dzieciństwa “w ogóle”, są jedynie regresje do tego kapitału wyobraźni, w którym wytworzyły się nasze archetypy postrzegania świata. W eseju pt. Mityzacja rzeczywistości pisze Schulz: “Zapominamy o tym, operując potocznym słowem, że są to fragmenty dawnych i wiecznych historyj, że budujemy jak barbarzyńcy, nasze domy z ułamków rzeźb i posągów bogów. ”
    Fakty dzieją się zawsze, mieszczą się wszędzie i nie one stanowią o zabarwieniu czasu, o jego swoistej morfologii. Czas p r z e s z ł y jest terenem naszych pozaprzestrzennych podróży, wymiarem, w którym rozgrywają się rozległe perypetie psychiki, jej cała wskrzesicielska archeologia, która pozwala nam dojrzewać do samych siebie. Poprzez wskrzeszenie pierwszych doświadczeń potrafimy zweryfikować i rozróżnić każde nasze następne.
    Niemniej niezbywalne są te inicjalne. :) To dzięki nim znamy smak śliwki jako takiej i potrafimy go potem wyłowić z palety innych słodkości. Już zawsze.

    Wskrzeszając i na nowo przeżywając nasze inicjacje wskrzeszamy mitologie ludzkości, a co za tym idzie docieramy do pełni siebie. Odtwarzamy źródła poznania. To, w jaki sposób poznajemy raz pierwszy wszak – że powtórzę raz niepierwszy – konstytuuje nasz odbiór pewnych spraw, rzeczy, bytów w świecie.
    Jest więc niezbywalne.

  20. Mag Powiedział/a:

    PS> Fragment mojej pracy z Mistrza Schulza.

    Wymiar ten ma znaczenie symboliczne – jest po części „nieskończoną płodnością materii”, tworzącą symultaniczną jednię z rzeczywistością i wskrzeszającą jej wiosnę – a więc temporalny rozkwit życia, z drugiej zaś strony – ciąży on ku transcendencji zamieniając to, co namacalne – w iluzję. Odkrywa zapomniane mity i pradawne kosmogonie odwołując się do kategorii i pojęcia czasu, który jest obrotowy i cykliczny. W ciągu jednego życia człowiek może wyżyć kilkanaście a nawet kilkadziesiąt takich pełnych obrotów, w których każdy przynależny jest określonemu stadium rozwojowemu. I tak młodość przebiega w kołach powtarzalnych, temporalnych, nawrotowych, obrotowych, po wielokroć przywracających pełnię lata i pełnię człowieczeństwa; dojrzałość zaś ma swoją rację w przestrzeni naśladowań, powrotów i poczynań. W końcu dzieje się nawet tak, że przy którymś z kolejnych cyklów następuje coś nieprzewidywalnego, niespodziewanego i któraś pora roku, dnia, czy godziny staje się to uświęconą, upragnioną, „prawdziwszą”.
    Wówczas życie jednostki odbija się jak gdyby w sferze swojej własnej mitologii i wciela się w kosmiczny łańcuch bytu przekładającego się na nieskończoność i dążącego do transcendentu. Tak bowiem funkcjonuje ten oryginalny zegar: człowiek, wpatrując się w obroty kosmicznego koła, próbuje zrozumieć procesy wpisane w okrąg, nad którego porządkiem i sensem już sam nie panuje – cykl własnego życia, cykl historii.
    :)


Napisz odpowiedź