To było takie popołudnie, że słońce rozrzygało się po wszystkich parapetach, sklepach, kobietach, brudząc dookoła nosy, policzki i czoła - lepiącym się kompotem swoich wnętrzności. Po czym w całości stoczyło się pijacko bełkocząc i bekając bąkami toczącymi się, jak bąbelki w winie musującym, wypełniającym wannę bioder. Tobie, zachciało się pić.
W tym czasie sąsiad namiętnie wwiercał się w spokojność swojej żony, głośny, ciężki, napalony, jak gdyby naturalnie wkomponowany w to popołudnie przynależne brudnie i butnie jękom. Ręką sięgnąłeś po szklankę.
Wtedy sąsiad wszedł na wyższy stopień remanentów, z ręcznego na techniczny, głośny, ciężki, aż bakchiczny, do namiętnej pasji wiodąc żonę, mnie, sufit z podłogą, cały blok, bo choć niedziela jemu robót się zachciewa. Tynk się sypie.
A ty łykiem wzburzasz wannę moich bioder tak, że dłużej już nie mogę i podchodzę ciebie sobie, patrząc jak to słońce błogie się odbija w katafalkach małych węży na firankach i w pryzmacie szyby drzwiowej kręci tęcze pokojowe. Sok jabłkowy.
To jest chwila, w której sąsiad rozpoczyna znowu swoje penetracje ścian. Pan za oknem wrzasnął skromnie do idących kwietniem pań, że za rogiem w naszym sklepie można dostać bułki z mlekiem, sernik, piernik, kalarepę - taki fun.
A ja patrzę okiem, bokiem, jak nalewasz sok. Co z okien - zdjął pijackie plucie słońca i odbija się paląco w zalewanym trzmielu nam. Taki robak, param pam.

11 comments
Comments feed for this article
kwiecień 23, 2008 @ 11:49 przed południem
Julia
Bachicznie, magicznie, organoleptycznie. ;) :*
kwiecień 23, 2008 @ 7:04 pm
Camaxtli
Wwiety były cciężkie, aaż głowa się ttrzęsła, ale ssok jakk zawsze daał radę…
kwiecień 23, 2008 @ 8:18 pm
lunetarius
Dzięki Bogu i… partii:-) dziś mam taki stan mózgoczaszki, że nie ścierpiałbym tej sąsiedzkiej penetracji. Ale sok jabłkowy to i owszem… bardzo chętnie.
kwiecień 23, 2008 @ 8:35 pm
kretowisko
ciekawe czy potem mial czkawke
;-)
kwiecień 23, 2008 @ 9:38 pm
Mat
magicznie, mimo, że mechanicznie ;)
kwiecień 24, 2008 @ 6:54 przed południem
Tomek
Ciekawie … :)
kwiecień 24, 2008 @ 7:34 pm
sis
Semantyka bloków popeerelowskich, której z głębi swej piwnicy zazdroszczę. Sąsiada za ścianą, choćby z wiertarką udarową, sypiącego się tynku, słońca! W zamian oferuję Bag End, sojowego kocura sąsiadów i piwniczne suchoty, całkowicie gratis ;]
kwiecień 24, 2008 @ 7:57 pm
Bellatrix
Moment. Sąsiad. W niedzielę. Z wiertarką. … Wróć! W niedzielę przedegzaminową. Wiesz, ja bym na Waszym miejscu nasłała Chomika (albo inne zwierzę bojowe) na tego pana. Ale, cóż, przynajmniej dali wymówkę do rozkojarzenia ;)
kwiecień 25, 2008 @ 11:04 przed południem
Mag
Zażaleń, skarg, batalionów kocich i innych klęsk żywiołowych zesłanych na sąsiada nie będzie, jako, że piękna i nadobna piątka zakwitła po tej namiętnej niedzieli w moim indeksie. Pomstować za to się więc nie godzi. ;)
kwiecień 25, 2008 @ 5:53 pm
Bellatrix
A, więc sąsiad sie przyczynił do sukcesu! Więc jemu i wiertarce głęboki ukłon się należy, że młodzież zmotywować umie :D
kwiecień 26, 2008 @ 2:49 pm
sis
Jako, że niebawem sama przeżywać będę niedzielne popołudnie przedegzaminacyjne, chętnie wypożyczę sąsiada. Może i mnie zmotywuje? ;]