“Moim ideałem jest dojrzeć do dzieciństwa”

kwiecień 25, 2008

Bruno Schulz

Na mojej ulicy rosły dzieci-drzewa, niedojrzałe, skarlałe, supportowane przez mocne belki jesionowe i wstążki koloru zgniłej zieleni, fundowane ich niedorosłym życiom przez zarząd miejski, a dokładnie – wydział osiedlowy do spraw zieleni wszelakiej, zakazówgrywpiłkę i szanujzieleni!, do której to figlarni chłopcy z smarkami rozoranymi po całej buzi przez wiatr lipcowy, zwykli dodawać liść konopny, wielki, ozdobny.

Na mojej ulicy trawa oddawała się chodnikowi w takt butów rżniętych przez asfalt, nachalnie i namiętnie wsiąkając w żyły płyt betonowych, kładących się mozaiką równolegle do korowodów krawężników. Chodników malowanych w klasy, wygibasy, wielkie przepowiednie miłosne, gdzie a ry plus by wy równa się wy ny my.

Na mojej ulicy snem wieczystym spała mała kawka przyduszona przez kota opłota z trzeciego piętra, wielkiego bandziora i bumelanta, który wieczorami groził mi pod oknami doniosłym miaukiem. Razem z delegacją z sąsiedniego podwórka urządziliśmy jej triumfalny pogrzeb, z odczytem i epitafium wymazanym białym wapnem na przegryzionej płytce chodnikowej o treści: Tu leży kawka. Cześć jej pamięci i hańba na kota i jego potomstwo! Rafał chciał dopisać jeszcze R.I.P, bo mówił, że jak gra na swoim Atari, to po śmierci bohaterów właśnie pomniczki z takimi literkami wyskakują, ale Arek ofuknął go należycie mówiąc, że jest debilem i srip R.I.P, niech się sam rypie. Także zostało przy samym: Cześć jej pamięci i hańba na kota, wraz z potomstwem i tegoż potomstwa potomstwem…

Swoją drogą, ktoś wybitnie uważnie musiał słuchać ewengelii – zeszłej niedzieli.

Na moją ulicę każdego wieczoru przyjeżdżał Pan Jan z pobliskiej wsi, razem z Panią Janową, która miała włosy do pasa, jasne jak zboża, piękne jak zorza. Już z daleka było widać ich niebieską syrenkę koloru porannego nieba, a kanki i dzbanki w ich miniaturowym bagażniku stukały o siebie dzwoniąc na modłę wieczorną i zwołując osiedle na wielką ucztę. A zaprawdę ucztować było przy czym. Pan Jan wielki, roześmiany, zawsze w rozchłestanej koszuli i źdźbłami we włosach, rozdawał pęczniejącemu osiedlu butelki, garnuszki, słoiki pełne świeżego mleka. Czasami przybiegało się do niego choćby ze szklanką, z kubkiem, a on potężną chochlą wlewał ten płyn śmietankowy, zimny, przepyszny w nasze dłonie, usta, w nas całych rumianych latem i sierpniem, z rozoranymi kolanami, kupą gołębią na spodenkach, z włosami pachnącymi ziemią i wszystkim, co ją napełnia, piszczących i roześmianych wakacyjnym skwarem i tym mlekiem rozdawanym, dzielonym na wszystkie strony świata przez tego chrystusa naszego wiejskiego zstępującego do nas w chłodnik wieczorny, z którego braliśmy i piliśmy wszyscy, na wieczną pamiątkę.

***

Moim ideałem jest dojrzeć do dzieciństwa. To by dopiero była prawdziwa dojrzałość.

Tags: , , ,

Odpowiedzi: 5 do ““Moim ideałem jest dojrzeć do dzieciństwa””

  1. Julia Powiedział/a:

    Właśnie wyjeżdżam zagłebiać się w dzieciństwo, mam nadzieję że się uda. To był piękny czas, to byłam ja bez barier, przeszkadzających dojrzeć. :)
    Notka wspaniała, mówiłam. :*

  2. lunetarius Powiedział/a:

    Dzieciństwo… szczęśliwa kraina dostępna tylko dla ludzi z emocjonalna pamięcią i tęskniących za bezpośredniością i bezwarunkowością.

  3. Bellatrix Powiedział/a:

    He, he… Ja znikałam, by mnie odnaleziono w dołach, na budowach, sąsiednich podwórkach brudną i przemoczoną, po najróżniejszych samoistnych transakcjach :)

  4. Mat Powiedział/a:

    Dzieciństwoooooooo…
    Rozmarzenieeeeeee…

  5. Hazardius Powiedział/a:

    W pewien sposób jest to cytat przepiękny i pełen głębi filozoficznej. Jakże ciężkim jest być tak dojrzałym, by w swej dojrzałości pełnią siebie starać się urzeczywistnić swe dziecięce marzenia, jednakowoż wciąż marząc. Piękny ideał. Chciałbym go osiągnąć. ;)


Napisz odpowiedź