Posted by: Mag on: 25/04/2008
Bruno Schulz
Na mojej ulicy rosły dzieci-drzewa, niedojrzałe, skarlałe, supportowane przez mocne belki jesionowe i wstążki koloru zgniłej zieleni, fundowane ich niedorosłym życiom przez zarząd miejski, a dokładnie – wydział osiedlowy do spraw zieleni wszelakiej, zakazówgrywpiłkę i szanujzieleni!, do której to figlarni chłopcy z smarkami rozoranymi po całej buzi przez wiatr lipcowy, zwykli dodawać liść konopny, [...]
Posted by: Mag on: 17/04/2008
siostrze
W dzieciństwie mówiłam na nią kiełbasa, a ona na mnie salceson. Ja jej zabierałam kołdrę w nocy, a ona spychała mnie z łóżka. Kiedy mnie zdenerwowała, to kopałam ją, albo rzucałam kapciem, po czym wiałam, bo wiedziałam, że jak mnie dopadnie, to się fiołków tu i ówdzie dorobię. Siłować się z nią nie było sensu, [...]
Posted by: Mag on: 15/04/2008
dedykowane studentom polonistyki
Drogę wytycza się idąc – zuchwale, niedbale, bez kosmicznego wymiaru przyszłości, zbędnych form, stylu, względnej płodności – materii, która pcha nas, jak wiatr, który zwykł pchać – zające chmur po pasztecie nieba; – i przez ten jego spieczony pryzmat, mrugać i smarkać na życia miarę, na to, co zwykłe i to, co [...]
Najnowsze komentarze