Lipy dymią. I jest w tym ich dymieniu, perleniu się, zwijaniu w kłaczki waty cukrowej jakaś prawdziwie mistyczna, łzawa, rozczulająca i sentymentalna doniosłość – rodem z alergogennych romansów, gdzie kochanica kicha podczas uniesienia, bo ją pyłek onieśmiela, a może nagość oblubieńca – w zmysły jej się słodko wwierca. A jak nie – to lipa.
I brodzi się w tym lipieniu, jak w tatarakach obdzieranych ze skóry przez ostre koziki małych rozbójniczek malujących oczy na czarno kredkami mejbelyna, – gdzieś wśród cykania sitowia, co jak mokry zegarek przewierca się w załomach czasu, gdzieś w Dalí. I brodzi się, jak w babim lecie, słodkim i klejącym, zaplątującym ramiona na szyi, duszącym, upalnym i zmierzchowym, – w czasie, w którym trawa oddaje się chodnikowi, a widmowe spadochrony mleczy są wypuszczane w świat przez nieostrożne śledztwa i dochodzenia kretów.
Ma się wówczas ochotę wpaść w tę pianę ubitą z żółtka mnicha-doktora i parmezanu męskiej stałości. Wszak nie od dziś wiadomo, że soki puszczamy tylko w stanach większego podniecenia, a zwłaszcza, gdy jesteśmy w stanie.

A jak nie – to lipa.
Tags: babie lato, mlecz, popęd seksualny, wiosna


maj 10, 2008 @ 10:55 am
W związku z tym, żem (chyba) pierwsza, powinnam zdobyć się zapewne na jakiś Niezwykle Błyskotliwy Komentarz. Ale ponieważ orbituję właśnie w strefie wpływów absolutnie aseksualnego pana Klemensiewicza, który do intelektualnych uniesień nie zachęca, napiszę tylko:
Waaaakaaaaacje!
Bo taki mi się jakoś skojarzyło ;]
maj 10, 2008 @ 10:56 am
Klemensiewicz? Oj przydałby się sąsiad z wiertarką, przydał. ;]
maj 10, 2008 @ 11:24 am
O nie! PYŁKI! Zaraz znów czeka mnie gorsza część życia w alergii. ;(
maj 10, 2008 @ 11:26 am
O nie! UPAŁ! Ciężkie, potne, wodne treningi, o zgrozo! ;)
maj 10, 2008 @ 11:36 am
O nie! MARUDZICIE, Mili Państwo. Pyłki, upał, wszystko to marność. Pachnie, kwitnie, słonecznieje – i to jest właśnie istota rzeczy. O! ;]
maj 10, 2008 @ 5:04 pm
O tak! Wreszcie mamy porządne powody do marudzenia ;] wiosna wszak idzie ;p
maj 10, 2008 @ 9:29 pm
się zachwyciłam, no :) zwłaszcza, że nurzałam się dzisiaj w pyłkach i innych takich objawach wiosennych :)
maj 11, 2008 @ 12:50 pm
Ten tego. Tak Kochanowsko. Za oknem brzoza, za brzozą słońce, za słońcem przyjdzie lato. I będzie, jak nie jak tak, zajebiście.
No! ;)