Posted by: Mag on: 13/05/2008
- Wokół dziury mamy sferę Fermiego, z protonami, które na płaszczyźnie, powiedzmy k, wpisujemy w wartości nadrzędne dla tego pola.
- Ale musisz uwzględnić konwencję, której sfera Fermiego w tej sytuacji k podlega.
Młodzieniec w koszulce w poziome pasy uwzględniający swą osobą konwencję zgoła inną od tej dyskusyjnej, bo – njustajldizajn, – popatrzył na apologetów wyżej wymienionego Fermiego z miną niezbyt rozgarniętą, acz najlepszą, na jaką go było stać, po czym wyłączył się ze sfery działania również wyżej wymienionej dziury, albowiem toaleta się zwolniła. I klops.
Starając się nie zepsuć naukowej atmosfery, która w jednej chwili zapanowała przy stoliku sąsiednim, zwróciłam się do K. zapytana o składniki naszego pola w sposób aksjologicznie nacechowany antycypując paradygmat następujący: ser, polędwica, cebula, bekon; co K. rezolutnie i inteligentnie sparafrazował do tezy: ser, pomidor, szynka, cebula i czosnek. Trudno mi się było z tak przeprowadzonym dowodem nie zgodzić, toteż przyjęłam go za swój.
Jakaś para na godzinie drugiej od sfery Fermiego nie wzięła specjalnie do siebie wpływu dziury na zachowanie się studentów w lokalu typu pizzeria o współrzędnych: szybko i smacznie, i przystąpiła do zanalizowania zagadnień związanych z chamskim zachowaniem się A. i smaczną pizzą o paradygmacie wykonawczym: ser, szynka, świnka, co uznałam za przejaw totalnej ignorancji i przy pomocy siły woli ( Fw) wyłączyłam ją z działania sfery Fr.
Nie przestając bezczelnie przy tym przysłuchiwać się falom sąsiedniego stolika-matki próbowałam fizycznie zależnie upić pepsi, tak, żeby to moje F działające na m w czasie t, nie zakłóciło ruchów protonów w obrębie dziury należącej do sfery Fermiego. K. jednocześnie wprawiając w drgania menu i wykonując przy tym pracę o wartości nieskończenie niewiadomych mi ilości kilodżuli orzekł z punktu widzenia swojej naukowej orientacji podnosząc głos do natężenia głos>normalnejilościjednostekgłosowych: – Bawidełka. Jak nic.
***
Natchniona przez naukową konwersację w lokalu użyteczności publicznej o tendencjach motłochowych, zastanawiałam się więc – podczas konsumowania swojej pizzy – w jaki sposób jej promień wpływa na obwód mojej talii i czy dziury, które niecnie żłobię widelcem w jej cudownie chrupkiej m nie mają przypadkiem takiej ilości protonów, że moja osobista sfera Fermiego nie wytrzyma i przeskoczy z obwodu: 60+całe mnóstwo czekolady, do 60+cmc+1.
Będąc jednakże oświeconą i nieskończenie mądrą osobą, przypomniałam sobie w tejże samej chwili – genialny w swoich założeniach rachunek prawdopodobieństwa i wyszło mi, że przy takowym zerowym mam szansę otrzymać w wyniku następującej reakcji protonowej wynik typu: 60+cmc-1, co też poprawiło mi humor i udowodniło genialną w swych założeniach tezę K., w której paradygmat: ser, pomidor, szynka, cebula, czosnek, wpisany w koło o promieniu r i pole o rozmiarze: duża pizza, są warunkiem istnienia przyjemności płynącej z jedzenia.
Co należało dowieść.
:)
13/05/2008 @ 8:43 PM
Straszne. :) To już lepiej zamówić pizzę do domu. ;P