Po Poznaniu grasuje babcia-taran. Wzrostu nieprzyzwoitego, jak na swój podeszły wiek – bo jakichś dorodnych stu dziewięćdziesięciu centymetrów – maskująca się w sposób doskonały przy pomocy workowatej spódnicy typu: klosz lampowy – idealnie komponujący się z ławą kościelną i ażurowej bluzki, która niedopracowana w szczegółach – znaczy brak piersi i zdradza tarańską budowę.
Babcia-taran wybiera jedynie te ulice, które są najgęściej zaludnione. Albowiem tylko na nich jej dzieło zniszczenia nabiera sensu. Sunie więc przez samo centrum, skwarne i gwarne, okiem łypiącym wyławia z tłumu swoje – niczego nie świadome, potencjalne – ofiary i atakuje je znienacka całym swym oblężniczym cielskiem.
Ręce ma ułożone zgodnie z wymogami średniowiecznej taktyki umocnień, w której to bolec poziomy, dziś zwany: zimnym łokciem jest głównym elementem forsującym i godzącym w przeciwnika. Stosując taktykę maskowania się, a więc: pochylenie, brak włosów, lub li tylko ich śladowe ilości na głowie, pod nosem i brodzie – uderza taktycznie w najmniej spodziewanym momencie, a więc w takim, w którym schodzi się jej z drogi. Przystosowana do chodzenia środkiem chodnika, wymuszania pierwszeństwa na ulicach, forsowania drzwi tramwajowych i specjalizacji w bataliach o miejsce w tych ostatnich, stanowi jedną z najpoważniejszych i najniebezpieczniejszych broni terrorystycznych w dzisiejszych czasach.
Babcia-taran przybiera czasem postać miłej, starszej pani. Maskując się w sposób wybitnie doskonały idealnie potrafi odegrać scenkę typu: popołudniowy spacer wolnym krokiem, podczas którego dopuszcza się swoich najokrutniejszych czynów atakując z ukrycia i dokonując masakry na ludności cywilnej.
Do takiej doszło dziś w godzinach popołudniowych na ulicy Gwarnej w Poznaniu.
Babcia-taran, ukryta, jak zwykle, pod kloszem spódnicy z typu: bawełna i w bluzce z nadrukiem kwiatowym, siatką przewieszoną przez ramię dla niepoznaki i puklami białych włosów w okolicach brwi – widząc bogu ducha winną studentkę ( czytaj: mnie) wystosowała cały arsenał swej broni, godząc tym samym we wszelkie prawa, którymi to objęta jest ludność cywilna na terenie miasta Poznania i wszystkich jego okolicznych gmin. Bowiem to albowiem, kiedy zwyczajem grzecznościowym zeszłam babci-taranowi z drogi, nie podejrzewając jej, broń boże, o skłonności batalistyczne, ta ostatnia wysunęła ze swojego korpusu prawą belkę rusztowania ułożoną metodą oblężniczą w zimny łokieć i przywaliła mi nim w ramię wahadłowo, a surowo.
Rozpoznając w jednej chwili z kim mam do czynienia, usunęłam się błyskawicznie z pola rażenia machiny oblężniczej typu b-t, ledwo uchodząc z życiem i wydając z siebie przy tym tylko skromne, choć wyrzutowe: Ał. Babcia-taran widząc, że nie kwapię się do walki mruknęła głęboko ogłaszając tym swoją wiktorię i zniknęła za rogiem.
***
Miasto Poznań zostało ostrzeżone.


maj 15, 2008 @ 10:28 pm
Cóż, pewnie Cię to niewiele pocieszy, ale takie maszyny oblężnicze, zamaskowane pod różnymi postaciami, występują nie tylko w Poznaniu…
A może to jakaś inwazja? Widziałaś film “They Live” Johna Carpentera? Tamci też się maskowali…
maj 16, 2008 @ 7:39 am
Czy to, że wydaje mi się, iż w moich okolicach takich babć-taranów nie ma, a istnieją jedynie miłe, starsze panie, może być prawdą, czy wynika jedynie z tego, że nie potrafię “widzieć naprawdę”?
Boję się…
maj 16, 2008 @ 8:13 am
Trochęjak w Monty Pythonie. :D Ach te babcie…
maj 16, 2008 @ 9:06 am
Nadal obstaję przy swojej wersji że był to Shaquille O’Neal , dla niepoznaki przebrany w strój babci-tarana. O!
Ha, będę mogła dzieciom opowiadać, że siedziałam po prawicy autorki, zerkając jej przez ramię, gdy powstawała ta notka ;D
maj 16, 2008 @ 10:21 am
ech, te gangi staruszek… ja się najbardziej boję tych, które posiadają Torby Ceratowe. Straszliwe rzeczy kryją się w takich torbach, co łatwo odczuć podczas spotkania Torba-Brzuch, zdarzającego się często w miejskich środkach komunikacji…
maj 16, 2008 @ 8:11 pm
Aż strach na ulice wyjść….. A ja chciałam tam być xD
maj 16, 2008 @ 10:13 pm
i to jest kolejny pozytyw, dla którego chcę przyjechać do Posen na dłużej – zmierzę się z ową babcią i okaże się, czy ja czy ona jest większym taranem ^^ ihaaa ;D
A poza tym czuję pustkę, bo u nas, na wschodzie babcie tylko biją laskami ;p
maj 17, 2008 @ 8:27 am
A ja bym walczyła, o!
maj 17, 2008 @ 8:38 am
Jednym słowem, bezpieczniej niż na ulicy jest na stadionach i koncertach – tam przynajmniej nie ma babć. Wiem, bo sama dopiero co przeżyłam juwenalia. O, przepraszam, jedną parę widziałam. I to był pan pod 50-tkę. Ale jak tańczył! Wszyscy na bok musieli odchodził, bo latał jak szalony pod sceną – nie umiał pogować :D
maj 19, 2008 @ 8:52 pm
Kolejny pokemon do złapania!
maj 20, 2008 @ 9:35 pm
miałam zaszczyt poznać Poznań ostatnio,
babci nie spotkałam, ale to był taki miły czas wyludnienia miasta, więc może dlatego.
Poznań dodaję do miejsc pt.”jeszcze tu wrócę”