Kiedy byłam mała i chodziłam do przedszkola, to chciałam być potężną czarodziejką. Zrobić tak, żeby Kaśce weszła ropucha do nosa, stworzyć niekończącą się czekoladę, móc latać i przesiadywać na drutach telegraficznych, dokopać się na drugą stronę świata i mieć samochód z arbuza, który dymi pestkami. Niestety koniec końców wybrałam filologię polską i nic nie wskazuje na to, bym dochrapała się drabiny na księżyc, niemniej w zamian za to z pewnością w zasięgu ręki mam: mieszkanie pod mostem przytulne i romantyczne, uczniów odmieniających w trybie przypuszczającym szkielet: (szkieletbym, szkieletomby), znienawidzonego Lorda Jima w kanonie lektur oraz protesty, strajki, głodówki, żeby nie było za wesoło.
Kiedy byłam mała, to czasami zastanawiałam się nad tym: kim bym mogła być, gdybym nie była dziewczynką. W grę wchodził oczywiśnie pakiet standardowy: motyl, jaskółka, puchacz, anioł, kaszalot – słowem, wszystko co lata, bo zawsze mierzyłam wysoko.
Nigdy zaś nie pomyślałam o tym, żeby być – na przykład – baranem. A przecież można.

Jestem baranem. Na pierwszym planie człowiek w kasku siedzi w resoraku i gdyby nie ewidentny brzuszek w dwuwargowej be, to gotowa byłabym uznać tę karteluszkę znalezioną dziś w parku za podstępny liścik z pogróżkami b-t o symbolicznej treści: Jestem taranem.
Ale nie. Jak byk, stoi tam baran, choć reprezentacja malarska nie odnosi się zbytnio do przesłania, co możemy uznać za – skreśl niepotrzebne: a) alegorię, b) metaforę, c) hiperbolę, d) aluzję, e) syndekdochę… Bardzo Mądre Wyrazy można mnożyć, a przecież w duchu dekonstrukcyjnym wystarczy powiedzieć, że to njuart i postekspresjonizm, co już nam daje naukowe podstawy do twierdzenia, jakobyśmy mieli do czynienia z dziełem sztuki nowoczesnej.
Co widzimy na załączonym obrazku? Po pierwsze: samochód do złudzenia przypominający taran. Po drugie: babcię-tarana ukrytego pod hełmem i stylizującego się na rajdowca, azaliż kierowcę samochodowego ; dalej: w tle rysuje nam się bliżej niezidentyfikowany obiekt malujący, mogący pełnić funkcję namiotu, piramidy, kraksy samochodowej, tortu czy zagrody – co by nam może i pomogło w interpretacji stwierdzenia, dotyczącego barana, ale znając życie – jest to po prostu zabieg babci-taran, który ma odwrócić naszą uwagę od motywu głównego dzieła, a więc od ekspresyjnej formy: Jestem…
Z punktu widzenia językoznawczego wielce możliwe jest, że owo B w wyrazie taran zostało tu zamieszczone alboż podstępem, alboż też w wyniku pomyłki kopisty. Jako, że be – będąc głoską dwuwargową sytuuje się wcale znakomicie w sąsiedztwie przedniojęzykowo-zębowego te – co nam daje gie, a nie rozwiązanie, bo obydwa szeregi mają tyle ze sobą wspólnego, co ja z tartymi burakami.
Dlatego też, śmiem twierdzić, że czasy się wcale nie zmieniły – dzieci dalej pragną być motylami, ptakami, aniołami, lwami, a nie z de wziętymi baranami, które jeszcze siedzą w taranach i udają kierowców samochodowych.
***
Jeżeli w najbliższych dniach okaże się, że już nie piszę, nie mówię i nie chodzę – to znak, że zgładziła mnie babcia-taran. Tak się kończą zabawy bez kasku.
Tags: babcia-taran, baran, dziecko, list, rysunek


maj 18, 2008 @ 12:28 am
Hmmm,
zamyśliłem się nad tymi drutami telegraficznymi. U mojej babci, która mieszkała nad jeziorem, często w wakacje bywałem i z chlopakami lataliśmy po lasach, łąkach, na ryby, grzyby itp. Często staliśmy przy takich słupach telefonicznych, słuchając niby rozmów, albo muzyki. Naprawdę pamiętam te dźwięki do dziś :)
maj 18, 2008 @ 1:07 am
Nie, żebym bruździła Ci w koncepcji, bo moje odkrycie może być spowodowane faktem, że rozsiadłam się przed komputerem bez okularów i pora jest cokolwiek śródnocna, ale ja tam wyraźnie widzę wyznanie: “Jestem betonem”…
Co w prostej linii prowadzić może do wspomnianego przytulnego mieszkanka, pod betonową konstrukcją Mostu Rocha na ten przykład. Parcela na lewo od mojej przyszłej-własnej jest wciąż wolna. Trzymać? ;]
maj 18, 2008 @ 7:58 am
Trzymaj! Jak mi nie wypali z Teatralnym, to będzie lokum zastępcze. ;P
maj 18, 2008 @ 11:28 am
cholipcia, musze uwazac na babcie-tarana, chcialbym jeszcze troche pochodzic po miescie
maj 18, 2008 @ 12:14 pm
Jedno dziecięce marzenie mamy wspólne: przekopanie się na drugą stronę ziemi. Tak bardzo w to wierzyłem, ze ogród za moim domem był zryty wykopami niczym pole bitwy okopami:-)
maj 18, 2008 @ 1:35 pm
Mieć samochód z arbuza, który dymi pestkami – wow, niesamowite ;]
a poza tym ja obstaję, że tam pisze, albo miała pisać: ‘jestem batmanem” ;p
maj 19, 2008 @ 8:45 pm
Jak dorosnę to zostanę Piratem Spaghetti.
maj 20, 2008 @ 10:24 am
Dobry rysunek. Jest nadzieja w młodym pokoleniu. :)