Posted by: Mag on: 22/05/2008
Świat się pomylił. Obudziwszy się dziś rano z poczuciem wielkiego zażenowania z jednej strony, wynikłegoż z tego faktu i przerażenia, zogniskowanego w okolicach pęcherzyka serca podrygującego rytmicznie w takt sikawek tętnic podjudzanych przez stres chichrający się w synapsach, stwierdziłam, że ktoś raczył popełnić pomyłkę tak fatalną w skutkach i tak brzemienną w postanowieniach, że wręcz niewybaczalną.
Otóż to – co tak skrzętnie i od dawien dawna siedziało w mojej główce rosnąc i pęczniejąc, bałwochwaląc starocie, eksponując łydki, gwiżdżąc Fogga pod prysznicem i omdlewając na łożu przy poezji Tuwima – okazuje się być faktem niezaprzeczalnym, niezbywalnym, doniosłym, a przy tym niesłychanym – urodziłam się za późno! Pomyłkę szacuje się zaś na jakieś sto lat.
I tak, zamiast patrzeć na te watahy spodni przyczepiające się do pośladków maści różnej i podłużnej, napawałabym się kloszami złożonymi z trzech halek i satyny zakończonej ornamentem koronki, a nie tylko samą satyną; (podejrzewam, że i w roku 1920 i takiż strój byłby uważany za babciny, niemniej przynajmniej Orzeszkowa byłaby ze mnie dumna. Albo i nie.) Zamiast beretu nosiłabym beret, płaszcza z długim tyłem – płaszcz z długim tyłem, pantofli z paskiem, pantofle z grubszym paskiem, a zamiast apaszek, apaszki.
Wszystko pachniałoby magnolią i naftaliną, prochem i papierochem. A nie vizirem i kokolinem.
Wieczorami siedziałabym nad dobrą książką, a Mann i Andrzejewski byliby wciąż przede mną, z płyt gramofonowych słuchałabym etiudy Toma oraz Lawińskiego, paliła w piecu i biegała do łazienki za domem potykając się o kury i wióry. Popołudniami zaś ckliwymi z Babciem i kapciem wyszywałabym obrusy, pościele, serwetki, co kilkanaście lat później przydałoby mi się przy sztandarach.
Nocami wzdychałabym do Piłsudskiego i planowała zamach na Josepha Conrada. W ten sposób zostałabym bohaterką narodową, wyniesioną na cokoły przez uczniów, którzy nie musieliby przerabiać w szkole Lorda Jima!
***
Gdyby ktoś miał jakieś życzenia odnośnie zweryfikowania ostatnich stu lat, to proszę się zgłaszać. Zawsze można sobie pomarzyć. (:
Moda zmienia się tak szybko, że choćbyśmy nawet nie chcieli to i tak jesteśmy oldskulowi. Moje dżinsy z promocji, jako wyrób tamtosezonowy już są passe.
Z drugiej strony też chciałbym żyć te sto lat wcześniej, nie musiałbym czytać hermeneutów, dekonstrukcjonistów, neopragmatystów, a nawet strukturalistów, blee…
Melonik i balonik!
A co Wam ten Conrad tak nie w smak? Ja bym zrobił zamach na księcia Ferdynanda…
uch, za tego Conrada pierwsza postawiłabym ci pomnik i co dzień (albo przynajmniej co niedzielę) obsypywałabym go płatkami świeżego kwiecia (wyraźna inspiracja procesją bożocielną, która wczoraj gromadnie uklękła pod moim oknem).
No, cóż, jak już tam będziesz to przyślij mi proszę do teraźniejszości kilka szałowych sukienek wieczorowych z lat dwudziestych. Przynajmniej jedna w kolorze butelkowej zieleni. To jakoś wystarczy, żeby mnie uszczęśliwić ;)
22/05/2008 @ 12:10 PM
Większych życzeń, niż ten zamach na pana Conrada mieć już chyba nie można. Ale musiałabyś go zabić zanim zdążyłby popełnić to swoje okropieństwo, w przeciwnym razie tylko przydałabyś mu sławy.
Za to łazienka za domem brzmi karkołomnie. Choć pewnie przyjemność znajdowania kur, zaplątanych przez przypadek gdzieś w wannie, rekompensuje wszystkie niedogodności ;]