- Zeżrę Cię.
Perwersyjna przyjemność, jaka płynie z artykulacji tych słów piszczy we mnie i jątrzeje. I już nawet wcale nie musi dochodzić do ewentualnej konsumpcji przedmiotu przez podmiot, gdyż samo balansowanie w przestrzeni między przedniojęzykowo-dziąsłowym z, a nosowym ę jest mi spełnieniem o charakterze transcendentalnym.
: Słowo w potocznym dzisiejszym znaczeniu jest już tylko fragmentem, rudymentem jakiejś dawnej wszechobejmującej, integralnej mitologii. Dlatego jest w nim dążność do odrastania, do regeneracji, do uzupełniania się w pełny sens. Życie słowa polega na tym, że napina się ono, pręży do tysięcy połączeń, jak poćwiartowane ciało węża z legendy, którego kawałki szukają się wzajemnie w ciemności.:
Kryją się w słowach pokłady ekspresji przedziwnej, zachwytu w formach minuskuły, algorytmy doznań i pełne nawarstwień dziedzińce przeżyć, pokłady recepcji, które już w samej swojej warstwie brzmieniowej stają się reprezentacją przestrzeni.
Ot, taki sobie madrygał – pozorny wielogłos, zaśpiew, poetycki szablon z naroślami wyrazów i koronką wielokropków. A przecież, kiedy mu się tak bliżej przysłuchać, zakraść się w jego tkankę brzmieniową, rozebrać leksykalnie i namoczyć semantycznie, to ma się wrażenie, że jest on przyczółkiem orgiastycznych wykrzykników uciszonych w jamach gardłowych wytłaczanych mchem i berberysem.
Słowa dublują znaczenia, rozwarstwiają, nakładają się jedne na drugie tworząc całkowicie nowe reprezentacje. I jest w tym jakaś ulotność absolutu, akt twórczy, który przypisuje wyrazom jakość wyobrażenia. Najpierw słyszymy, dopiero potem widzimy – i w tej recepcji głębokiej, to od nas zależy, czy z róży zrobimy gatunek wielbłąda, a z dywanu egzotyczne zwierzę.
Istnieją więc słowa, które już w samym swoim brzemieniu brzmienia oddają obrazy fantastyczne, przynależne wyobraźni, przekładające langue w parole i imitujące znaczenia zakorzenione na dnie percepcji.
Takowy zmierzch – który puszy się, kłaczy, zwija w rulon i miękko wpija w koc. Nie musimy wiedzieć, że słownikowo oddaje on chwilę tuż przed zmrokiem, kiedy dzień pijany stacza się aż po horyzont, bo już w samej jego nazwie jest coś, co oddaje nam tę grę cieni rozżagwioną przez ostatnie bicze musującego słońca, które kładzie się ametystem i purpurą po wierzchołkach drzew. Podobnie jest z imbrykiem. Czyż nie znając znaczenia tego parzenia się wody i dymienia okołoporcelanowego, nie zgadlibyśmy, że wiąże się on z jakąś podskocznością, ukropnością, nawarstwieniem się doznań i gorącem fajdającym policzki? Zgadlibyśmy, gdyż słowo samo pozostawione sobie, grawituje, ciąży ku sensowi.
***
Istnieją także słowa-pomyłki, wyrazy-sieroty, dualistyczne antonimy bezkresów i błędne desygnaty nieodczytalnego. Słowa, nie na swoim miejscu, słowa-paradoksy, dookreślające natłoki wrażeń zupełnie drugiego obiegu, wykrzywione znaczenia wyobrażeń. Do tych receptorów nachalnych, absurdów znaczeniowych – należy m.in.: kaszalot. Czyż pierwsze odczytanie, ta recepcja głęboka nie odnosi nas do ptasiej imitacji rodowodu? Do zgromadzeń podniebnego braterstwa, przypisanego mniejszością i skromnością cichych sanktuariów? Przecież już sama analiza semantyczno-językowa tego słowa utwierdza nas w przekonaniu, że prasens desygnatu utknął nam między znaczącym a znaczonym.
Kaszalot, samolot. Podobieństwo brzmieniowe nie jest tu przypadkiem. Do tego formant lot – który z gruntu już kieruje nas ku rodzinie wyrazów zarezerwowanej dla mieszkańców górnych warstw atmosfery w liczbie pięciu, od litosfery licząc. Kasza – to człon charakterystyczny dla wykonawców czynności i nazw zawodowych, tak, jak w wyrazach: biegacz, stolarz, kopacz tematy: bieg, stół, kop. Kasza – jednoznacznie informuje nas o cesze charakterystycznej dla całej rodziny kaszalotów – a więc umiłowaniu tychże jadalnych nasion zbóż od gryki poczynając, a na kukurydzy kończąc. ( Kukurydza jest również nazwą ptaka, ale to temat na osobną rozprawę.) Sumując więc wnioski, mamy do czynienia z paradoksalnym i niewybaczalnym błędem natury językowej, który oderwał prasens słowa od jego pierwotnego znaczenia.
***
:Proces usensowiania świata jest ściśle związany ze słowem. Mowa jest metafizycznym organem człowieka.
Uważamy słowo potoczne za cień rzeczywistości, za jej odbicie. Słuszniejsze byłoby twierdzenie odwrotne: rzeczywistość jest cieniem słowa.:
Tags: de Saussure, Hamlet, kasza, kaszalot, langue, mit, mitologia, Mitologizacja rzeczywistości, parole, Schulz, słowa, wyraz


maj 28, 2008 @ 1:54 pm
Iiiiiha! Wiem, co jest jeszcze lepsze, niż imbryk: operator dywergencji ;D
Wiem tylko tyle, że to jakieś coś matematycznie okropnego i niebywale mądrego i zachwyca mnie fakt, że sam językowy kształt tego czegoś oddaje jego istotę rzeczy. Mmmm… I jak tu nie być językoznawczym świrem?
maj 28, 2008 @ 2:31 pm
Jestem kapłanem słowa, więc rozsmakowałem się postem, ale “rzeczywistość może być cieniem słowa” tylko (właśnie) dla kapłanów.
Wyobrażam sobie sytuację, kiedy X (zakres słów: 200) określa moją rzeczywistość > nie chcę tego.
maj 28, 2008 @ 4:32 pm
Toś mi ucztę poobiednia zapodała. Kaszalot powalił na łopatki, imbryk ukropniście przywołał wspomnienia dzieciństwa. De Saussure z tagów przywołał Ricoeura i innych mistrzów hermeneutyki, nawet Schleiermachera. Dziękuję
maj 28, 2008 @ 7:22 pm
Ciii, tych nazwisk poza mrocznymi korytarzami różnych gmachów wymieniać nie wolno…
Toż to są giganci zapętlania, tuzy teoretycznych klopsów, ja czują strach i dreszcz pruje szwy piżamy, brrrrrr
maj 28, 2008 @ 7:25 pm
A jak taki kaszaLOT się w locie opróżnia? Przecie parasol o sztywnej konstrukcji rady nie da!
maj 29, 2008 @ 7:21 am
Kaszalot przysiada na kwiatkach i tamże, w sposób dystyngowany i zwiewny, załatwia swe potrzeby:)
maj 29, 2008 @ 9:51 am
Jak się to czyta, to niemal perwersyjnej przyjemności się doznaje. Werbalny orgazm.
maj 29, 2008 @ 10:12 am
P: I’ll speak to him again.—What do you read, my lord?
H: Words, words, words.
mój ulubiony cytat z Hamleta ;)
maj 30, 2008 @ 2:07 pm
Myślałaś o wydaniu w formie książkowej swoich przemyśleć? Chętnie bym poczytała na papierze… :)
A co Pani powie na bakłażana?
maj 30, 2008 @ 3:28 pm
Bakłażan mi się kojarzy z badaniami komparatystycznymi w kontekście badań interdyscyplinarnych, więc raczej niebardzo.
Ale, powiedzmy, rabarbar i agrest? mhm :)
maj 30, 2008 @ 3:54 pm
Kaszalot je kaszę. Logiczne.
(hyhyhyhyhyh w poduszkę) :D
maj 30, 2008 @ 6:20 pm
a mnie zachwyca słowo ‘bizmut’ ;] urocze w swej prostocie