Dziadek Sęp zaczaił się na mnie przy stoisku z warzywami, po czym z miną napastliwą, a nienawistną wepchnął się przed mój ogórek. Jako, że należę do dziewcząt odważnych i doraźnych ofuknęłam go namiętnie pretendując do roli pierwszoplanowej wśród selerów, koprów i bakłażanów. Dziadek Sęp nastroszył się, łypnął, wygiął brew – czyniąc swą aparycję podobną do malowideł ściennych plemion Majów, po czym burknął srogo: - A pani co!
Na tak jawną zniewagę słowno-sytuacyjno obudził się we mnie zmysł utajony, acz fantazyjny, nie rzucający ziemi skąd nasz ród i nie dający pogrześć mowy. Zagrodziłam Dziadkowi Sępowi drogę do maszyny licząco-ważącej, którą już już obsługiwał ekspedient supermarketowy z miną wszystkomijedno, znaczoną flakiem i nieprzytomnym spojrzeniem. Sęp w wyniku takiej kumulacji sytuacji nastroszył się, zaparskał, obruszył i wymamrotał coś w stylu: kolejkasrejkapanidobani. Na co ja tonem podwyższenia ogólnego, w obliczu którego się nie fika, orzekłam, co następuje: – Tutaj jest kolejka, prawda?, wskazując przy tym na siebie, panią, co już za chwile będzie się z niemrawym ekspedientem wykłócać o woreczki foliowe; i mój koszyk nabrzmiały od twarożku i innych pyszności.
Dziadek Sęp przesztyletował mnie wzrokiem w obydwie strony i jeszcze raz przez szyję, marząc zapewne o tym, żeby mnie zdzielić swoją żylastą łapą po buziuni. Tymczasem do rozmowy włączył się półprzytomny ekspedient, z uśmiechem sennym, niemniej mimo tego obleśnym i paskudnym, zwiastującym jego prawo do orzekania oczywistego i rozstrzygającego w sprawach wszelakich na tym stoisku. - Pani nie ma worka na ten ogórek.
Słyszę jak sęp triumfująco charczy.
- Proszę włożyć ten ogórek do worka – ekspedient pastwi się nad moją genialnością, oczywistością, pierwszokolejkością. Tuż obok panirównieżbezworka zaczyna wykłócać się o jego totalną zbyteczność na co warzywniak reaguje nieprzytomnym uśmiechem i burknięciem.
– Widzi pani, jaki wiatr zrobiła! - skrzeczy mi nad głową Dziadek Sęp – Będzie duł z tydzień!
Przez chwilę mam ochotę wpakować mu ten ogórek do nosa i patrzeć, jak się malowniczo wkręca w mózg, ale zamiast tego zwracam się do flegmatycznego warzywniaka głosem nie wróżącym niczego dobrego: – Worek?
Po czym przechylam się przez jego stanowisko, wysupłuję z niego pakę worków, wyrywam jeden dla siebie, drugim chce przychlasnąć Sępowi, ale również się powstrzymuję i rzucając im obu wyzywające spojrzenie ładuję tego siermiężnego ogórasa w kapturek, po czym dobitnie kładę go na wadze i pytam! – Jeszcze jakiś problem?!
Warzywniak kasuje mi tego ogórka ruchem wolnowolniejszym, a ja w tym czasie rzucam w Sępa piorunem kulistym i mówię mu na to jego ducie: – Straszne. On już powoli kapituluje, filuje i całą swoją sępowatą naturę zwraca z opierdzielem do ekspedienta: – A pan to już wolniej tego nie może robić?! Trzy kokardki na
jednym ogórku?!
Się uwziął dziad jeden. Być może warzywniak nie ma wprawy w nakładaniu kapturków. Z drugiej strony, spotkanie to przekłada mi się już na nieskończonośc, więc nie marzę o niczym innym, jak udaniu się w stronę półki z ćipsami. Co po przytupie i zignorowaniu również jakichś sapań Sępa robię namiętnie i
ostatecznie.
***
Jeszcze przy kasie widzę jak ten padlinożerca wstrętny lawiruje wśród papryk i pomidorów w celu capnięcia kolejnej ofiary, i przed oczyma duszy mojej jawi mi się jego napad na warzywniaka, za potrójne kokardki ogórkowe.
A to feler! - ja pierdzielę.


maj 30, 2008 @ 12:42 pm
Buehehehe! ;D
Przeurocze. A już ten ogór, malowniczo wwiercający się w mózg to majstersztyk!
Naraz słychać głos fasoli:
“Gdzie się pani tu gramoli?!” ;]
maj 30, 2008 @ 2:04 pm
I panie Sępy się trafiają. Czasem to ech! żałuje się, że nie ma się dwóch zer i cyferki, wiążącej się z przemiłym przywilejem, a właściwie – z licencją.
Do boju ogórki!
maj 30, 2008 @ 4:01 pm
Magda, Magda, co z Ciebie wyrośnie?! :D
maj 30, 2008 @ 6:27 pm
Genialne ;D
a warzywniak niech się broni, niech szykuje pułapki, wyciąga broń!
Oddajmy to, co ogórkowe ogórkom, a sępom resztki pustki ;p
maj 30, 2008 @ 11:02 pm
Tak właśnie dzisiejsza młodzież traktuje starszyznę, straszne! Co się odwlecze to nie uciecze, Ty też kiedyś się zasępisz.
Skoro żem nie uczynił wcześniej tego, to dodam – w celu egowego połechtania – nawet się spoko to czyta.
maj 31, 2008 @ 6:26 am
Jaki to był mistrz flegmy mieszczącej się w mięśniach to nie wspomnę, poruszenie chciałem wymusić rzutem cebulą w jegopowolność, ale dobroć Mag mnie od tego odwiodła…
maj 31, 2008 @ 6:57 am
Ogórki na stoisku leżą w sąsiedztwie bakłażanów, więc nic im nie grozi. :]
Co zaś do ogólnego mego zasępienia – ja raczej pretenduję do roli babci-taran. Wirus szybko się rozprzestrzenia. {diabolic laughter} ;P
maj 31, 2008 @ 8:51 am
calesz szczescie ze to sie tak pokojowo skonczylo, ufff
maj 31, 2008 @ 8:02 pm
Magi, kupuj w supermarkecie xD
maj 31, 2008 @ 10:41 pm
Jakież niewłaściwe rady z tym supermarketem. Przecież w ten sposób stracilibyśmy okazję do przeczytania powyższego wpisu Mag :-)
czerwiec 1, 2008 @ 6:45 am
Kochani, najgorsze jest to, że to było w supermarkecie!
Ale to “kara” widocznie za to, że nie poszłam do mojego ulubionego Kauflandu, tylko się rozbijałam po jakichś francuskich koncernach ;P
czerwiec 1, 2008 @ 7:12 am
Mag, ja Ci szczerze i uczciwie: Ty masz to pisanie we krwi :) Ja sobie usiadłem i czytam – i wiem, że czytam rzecz niewielką, malutką, drobinkę na życia drodze (krostkę na jednej nodze). A tymczasem wciągnęło mnie bardziej niż ostatni film Almodovara czy mecz piłkarskokopany – czytało się bosko i malowniczo. Zaś za “ton podwyższenia ogólnego”, “kolejsrejkapanidobani” czy “Pani nie ma worka na ten ogórek. (po TAKIM akapicie)” powinni NIKE (czy choć pomniejszą Nagrodą) zdzielać z urzędu. Superodskocznia przedegzaminna, dzięki śliczne :)