Przepis na “dzieńdobry”

czerwiec 11, 2008

Godzinny ranne sprzyjają dobrym pomysłom. Nudząc się niemiłosiernie w pościeli jeszcze przed ósmą, ziewając nad planowanym artykułem o Kobietach obdarzonych pamięcią, które próbują przedrzeć się przez drelichowy płaszcz fallocentryzmu ku symbolice kastracji, stwierdziłam, że może warto by było czas ten ranny, poświęcony na wydobywanie sedna sprawy z bazinowskiej fenomenologii – przełożyć na praktykę w relacjach damsko-męskich na tle szerokiej panoramy społecznej, zakorzenionej w nurcie dworskiej kazuistyki rycerskiej…
Co daje nam w skrócie: wepchnięcie notatek do szuflady, ogarnięcie się pierwotne i zejście pod blok do dworzanina polskiego.

***

Jako, że dworzanin natenczas był akuratnie na kasie, pozwoliłam sobie na lekki podchód, zamarudzenie przy półce z jogurtami, finezyjny sus do lodówki i niczegonieplanujące włóczenie się koło ciastek. To rozszerzyło mi namiętnie perspektywę i pozwoliło skonkludować, że droga wolna, nie ma nikogo, można zaczynać.

Dworzanin jakby planował też coś od rana – wyszedłszy z podobnego założenia, opuścił stanowisko przy kasie, pokręcił się przy lodówce, poszczypał szczypiorek, po czym nagle wynurzył mi się nad prawym ramieniem między serem smażonym a serem brie, mówiąc: - Bu.

Sparaliżowana tym nagłym atakiem i siłą, z jaką został przypuszczony, stanęłam nieruchomo i głosem wiotkim, a bezbarwnym wyartykułowałam: - A.

Dworzanin na to A jakby przystał od razu, skłonił się z kurtuzacją, wziął mój koszyk, uśmiechnął się bestialsko i głosem niskim, a fantazyjnym zaproponował udanie się w stronę kasy i tam zakończenia tej konsumenckiej konsumpcji.

***

Jako, że należę do dziewcząt nie dość, że odważnych, to jeszcze miłych i sympatycznych, dałam mu się namówić na bycie namówioną na krótką rozmowę o lecie, bzdecie, sesji i presji. Skubiąc truskawki z wielkiego koszyka, patrząc, jak mu się broda od nich paprze na słodko i śmiejąc się z tego, że po takiej porcji świeżych owoców można bez problemów orzec, kogo by się chciało znowu zaprosić na podobną ucztę, a kogo nie, stwierdziłam, że taki ranek to ja rozumiem, i że trzeba będzie częściej go wcielać w życie, choćby po godzinach;)

Tags: ,

Odpowiedzi: 10 do “Przepis na “dzieńdobry””

  1. Mat Powiedział/a:

    Podryw kontrolowany ;).

  2. Lvnetarivs Powiedział/a:

    Zmysłowanie truskawkowe… ślinka cieknie:-)

  3. sis Powiedział/a:

    Szkoda tylko, że godzina barbarzyńska… Ósma to nie poranek, to jakiś głęboki śródnocny twór – wszak powszechnie wiadomo, że poranek nie zaczyna się przed południem ;]

  4. Zo-ja Powiedział/a:

    W moim przypadku włóczenie się koło ciastek, to pokusa nie do odparcia i której to pokusie zawsze ulegam. A ulubione moje to “Napoleonki ” i zawsze wypatruję tych najwyższych , i wskazuję paluchem , które to sobie upatrzyłam i muszę je wymuszać na ekspedientkach, bo im te moje upatrzone nie po drodze i nie w kolejności , a ja wymuszam -a je to złości , co nie szkodzi mej piękności. Nie mają ogłady i nie znają zasady, że “klient to pan “.

  5. Color Powiedział/a:

    jedno jest pewne godziny ranne to nie są z pewnością te przed 8, bo te nie sprzyjają żadnym pomysłom, czy też myśleniu ;p
    ale za porankami po godzinach jestem za ;]

  6. impactofreality Powiedział/a:

    skoro “rano” straszy, to co robi wieczorami?

  7. Mag Powiedział/a:

    z dziewczynkami czy chłopcami?

  8. impactofreality Powiedział/a:

    Tak ogólnie, bezpłciowo, a co najmniej bezpłciznaczeniowo

  9. Mag Powiedział/a:

    Ćwiczy ukłony dworskie i myje brodę z truskawek.:)

  10. kolekcjonerka Powiedział/a:

    Dopiero wstałam i czytam o Twoim przepisie na “dzieńdobry” I myślę, że ja jestem zbyt leniwa, by teraz gdziekolwiek wypełnać. Po cokolwiek. Spróbuje więc zakląć dzień w dobry jakimś starym sposobem. Zresztą, już to robię – nie ma to jak rano przeczytac coś kolorowego i pachnącego. :)

    Dzieki Madzia :), dobrego dnia.


Napisz odpowiedź