Godzinny ranne sprzyjają dobrym pomysłom. Nudząc się niemiłosiernie w pościeli jeszcze przed ósmą, ziewając nad planowanym artykułem o Kobietach obdarzonych pamięcią, które próbują przedrzeć się przez drelichowy płaszcz fallocentryzmu ku symbolice kastracji, stwierdziłam, że może warto by było czas ten ranny, poświęcony na wydobywanie sedna sprawy z bazinowskiej fenomenologii – przełożyć na praktykę w relacjach damsko-męskich na tle szerokiej panoramy społecznej, zakorzenionej w nurcie dworskiej kazuistyki rycerskiej…
Co daje nam w skrócie: wepchnięcie notatek do szuflady, ogarnięcie się pierwotne i zejście pod blok do dworzanina polskiego.
***
Jako, że dworzanin natenczas był akuratnie na kasie, pozwoliłam sobie na lekki podchód, zamarudzenie przy półce z jogurtami, finezyjny sus do lodówki i niczegonieplanujące włóczenie się koło ciastek. To rozszerzyło mi namiętnie perspektywę i pozwoliło skonkludować, że droga wolna, nie ma nikogo, można zaczynać.
Dworzanin jakby planował też coś od rana – wyszedłszy z podobnego założenia, opuścił stanowisko przy kasie, pokręcił się przy lodówce, poszczypał szczypiorek, po czym nagle wynurzył mi się nad prawym ramieniem między serem smażonym a serem brie, mówiąc: - Bu.
Sparaliżowana tym nagłym atakiem i siłą, z jaką został przypuszczony, stanęłam nieruchomo i głosem wiotkim, a bezbarwnym wyartykułowałam: - A.
Dworzanin na to A jakby przystał od razu, skłonił się z kurtuzacją, wziął mój koszyk, uśmiechnął się bestialsko i głosem niskim, a fantazyjnym zaproponował udanie się w stronę kasy i tam zakończenia tej konsumenckiej konsumpcji.
***
Jako, że należę do dziewcząt nie dość, że odważnych, to jeszcze miłych i sympatycznych, dałam mu się namówić na bycie namówioną na krótką rozmowę o lecie, bzdecie, sesji i presji. Skubiąc truskawki z wielkiego koszyka, patrząc, jak mu się broda od nich paprze na słodko i śmiejąc się z tego, że po takiej porcji świeżych owoców można bez problemów orzec, kogo by się chciało znowu zaprosić na podobną ucztę, a kogo nie, stwierdziłam, że taki ranek to ja rozumiem, i że trzeba będzie częściej go wcielać w życie, choćby po godzinach;)


czerwiec 11, 2008 @ 12:39 pm
Podryw kontrolowany ;).
czerwiec 11, 2008 @ 12:50 pm
Zmysłowanie truskawkowe… ślinka cieknie:-)
czerwiec 11, 2008 @ 7:13 pm
Szkoda tylko, że godzina barbarzyńska… Ósma to nie poranek, to jakiś głęboki śródnocny twór – wszak powszechnie wiadomo, że poranek nie zaczyna się przed południem ;]
czerwiec 11, 2008 @ 9:48 pm
W moim przypadku włóczenie się koło ciastek, to pokusa nie do odparcia i której to pokusie zawsze ulegam. A ulubione moje to “Napoleonki ” i zawsze wypatruję tych najwyższych , i wskazuję paluchem , które to sobie upatrzyłam i muszę je wymuszać na ekspedientkach, bo im te moje upatrzone nie po drodze i nie w kolejności , a ja wymuszam -a je to złości , co nie szkodzi mej piękności. Nie mają ogłady i nie znają zasady, że “klient to pan “.
czerwiec 12, 2008 @ 6:51 am
jedno jest pewne godziny ranne to nie są z pewnością te przed 8, bo te nie sprzyjają żadnym pomysłom, czy też myśleniu ;p
ale za porankami po godzinach jestem za ;]
czerwiec 13, 2008 @ 1:33 pm
skoro “rano” straszy, to co robi wieczorami?
czerwiec 13, 2008 @ 1:53 pm
z dziewczynkami czy chłopcami?
czerwiec 13, 2008 @ 11:58 pm
Tak ogólnie, bezpłciowo, a co najmniej bezpłciznaczeniowo
czerwiec 14, 2008 @ 5:50 am
Ćwiczy ukłony dworskie i myje brodę z truskawek.:)
czerwiec 14, 2008 @ 9:06 am
Dopiero wstałam i czytam o Twoim przepisie na “dzieńdobry” I myślę, że ja jestem zbyt leniwa, by teraz gdziekolwiek wypełnać. Po cokolwiek. Spróbuje więc zakląć dzień w dobry jakimś starym sposobem. Zresztą, już to robię – nie ma to jak rano przeczytac coś kolorowego i pachnącego. :)
Dzieki Madzia :), dobrego dnia.