Otóż mam dziecko. Mężczyznę.
Pojawiło się ono w moim życiu dwa tygodnie temu, tak znienacka, niespodziewanie, domorośle, wypadkowo, zatrważająco słodko i przyjemnie, pochłaniając wszystkie moje dotychczasowe plany i marzenia. Bo przecież miała być praca w gazecie, uganianie się za selebrities, pisanie artykułów do najbardziej opiniotwórczej prasy w kraju, jeżdżenie na spotkania z ludźmi nauki i sztuki; bo przecież miała być wyprawa życia na Ukrainę, zwiedzenia wzdłuż i wszerz prawobrzeża, odkopanie dawnych historii dziadków i spędzenie połowy lipca na przeprawach przez zapomniane, zatrawione wsie. W końcu i napisanie tej od dłuższego czasu planowanej książki, o facetach mojego życia, którzy są słodkim materiałem na bestseller wydawniczy w kraju i zagranicą; zrobię z tego lekturę obowiązkową w szkołach wszelkiego typu i jeszcze dostanę pokojową Nagrodę Nobla za ogromny wkład w rozwój badań nad instynktami pierwotnymi charakterystycznymi zarówno dla dup, jak i dla facetów.
Ale to jeszcze nie teraz. Teraz mam dziecko.
Ojciec dziecka jest mi na szczęście znany. Na wiadomość o moich predyspozycjach i skłonnościach obecnych zareagował nieskrywaną radością i wsparciem. Żadnych wątpliwości – mam do czynienia z Mężczyzną. Dziecko również ucieszyło się na ten cudowny zbieg okoliczności, w którym to ja zdecydowałam się nim zająć w pełni sił i jestestwa swego kobiecego, okazując to poprzez serię podskoków, kopnięć i sobie tylko znanych, maleńkich reakcji.
Robert, bo tak też się dziecko oto moje zowie i zwać będzie, jest obecnie moim oczkiem w głowie, skarbem na końcu tęczy, wisienką na czubku tortu i słoneczkiem w bezchmurny dzień, toteż Drodzy Czytelnicy, przepraszam, jeżeli od jakiegoś czasu wpisy na Bawidełkach pojawiają się coraz rzadziej i pojawiać się tak też będą. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i zrozumiecie, że teraz, w tym czasie mam inne priorytety, słodkie i pachnące mlekiem, zaklęte w miniaturowych piąstkach i karmelkowych oczkach.
Obiecuję, że wszystko wróci do normy gdzieś w okolicach października. Wówczas dojdzie do rozwiązania i porzucę to moje dziecko na rzecz piątego roku studiów.
Tags: ciąża, dziecko, gazeta, Nagroda Nobla, Ukraina


lipiec 17, 2008 @ 4:20 pm
A jak ma na drugie?
lipiec 17, 2008 @ 4:22 pm
JanTadeuszPrzecieżWiesz :P
lipiec 17, 2008 @ 6:54 pm
Ojezusiemaryjoiświęciwniebiesiech. Dziecko. Podziwiam Cię z głębi serca. Stanąwszy przed wyborem: niańczenie smarkacza a zanurzenie się w kapitalistyczny wyzysk i tymczasowe przeobrażenie się w ofiarę niewolnictwa, bez namysłu wybrałabym to drugie. Pewnie dlatego wstaję o szóstej, a w drodze powrotnej z pracy pośmierduję jak ostatni robol ;D
lipiec 17, 2008 @ 6:59 pm
Jak na sentymentalną i patetyczną Polkę przystało, jestem wzorem cnót wszelkich, wśród których to miłość do dziecięctwa panuje niepodzielnie. :) Uwielbiam maluchy, a praca z nimi, to dla mnie prawdziwa przyjemność. Wstaję co prawda chwilę po piątej i czasem dotaszczam się do domu po dziesięciu krotochwilnych godzinach, niemniej narzekać mi nie sposób – ja to najzwyczajniej w świecie lubię i odczuwam przyjemność płynącą z poznawania tych małych światów – tak bliskich i czułych, jak żadne inne ;)
Czas chyba rodzić… ;P
lipiec 17, 2008 @ 7:02 pm
O! : – )
Myślę, że dziecko będzie arcyprzeszczęśliwe z taką mamą. :-)) Będzie miało dzieciństwo pachnące pomarańczami i kakao i miłością – śliczne zapachy. : – )
Wszystkiego dobrego Wam życzę!
lipiec 17, 2008 @ 8:38 pm
Arcyprzeszczęśliwe niewątpliwie będzie, niemniej ja – baba absolutnie pozbawiona choćby szczątkowych przejawów instynktu macierzyńskiego, która najchętniej poddawałaby wszystkie dzieci systematycznym oględzinom, by sprawdzić, czy pod włosami nie ukrywają gdzieś sprytnie trzech szóstek, co jest wielce prawdopodobne – jestem coraz bardziej przerażona. Mag, naczytałam się Bawidełek, teraz nie będę w nocy spać, bojąc się, że przyśnią mi się jakieś małe potworki! Niekoniecznie pachnące pomarańczami, raczej siarką. Mam nadzieję, że jesteś z siebie zadowolona ;]
lipiec 17, 2008 @ 8:48 pm
Pamiętaj, że zawsze mogą jeszcze śnić Ci się bakłażany, więc nie wracaj do notek z okolic egzaminów z Naszych Ulubionych Zajęć ;P
lipiec 17, 2008 @ 9:10 pm
A ja już pomyślałam przez chwilę, że będziesz miała własne :) Tak czy owak gratulacje. Obcowanie z małymi ludźmi to prawdziwa szkoła życia i uczuć – oni są super.
“Jesteś moją najukochanią mamą” – “A masz inną, synku?”
:)
lipiec 20, 2008 @ 11:54 am
Taki mężczyzna to… poważny obowiązek:-)
lipiec 24, 2008 @ 3:11 pm
O ja nie mogę! Już się bałam, że masz własne! Prawda, że dzieci są fajne? :) (ale własnych mieć nie chcę – mam siostrzenice i siostrzeńca do rozpieszczania). A czyj jest Twój Synek?
lipiec 24, 2008 @ 9:11 pm
Och, przecież nie ma się czego bać, dziecko to jest cud :)
Mój Przyszywany Synek jest Synkiem Swojej Ukochanej Mamy.
sierpień 5, 2008 @ 4:51 pm
Genialny tekst Ci wyszedł. Wyszedł z domu i nie wrócił?