Siadamy razem na peronie zarosłym gęstym pokrzywskiem, w którym buczą trzmiele guzowate i soczyste, gdzieś na jednym z końców świata wtłoczonego w stawanie się pogód i bujne życie erotyczne semaforów.
Ty od razu pakujesz mi się na kolana, wkładasz palce do nosa, śmiejesz się, bo jakiś bąk wpadł pijany w maki i porzygał się słodkim nektarem. Zaczynasz śpiewać przechodząc co i rusz w wyższe tonacje – zamieniające się w piski i pohukiwania, mieszając wszystkie piosenki, jakie tylko znasz, tak, że wychodzi z tego: siała baba mak, a dziadek papierka. Po chwili ślinisz mi rękę od łokcia po nadgarstek mówiąc, że jesteś wielkim kotem urodzonym w nocy w karocy i tulisz się cały mleczny i pachnący latem, jakbyś chciał wejść tam skąd przyszedłeś.
Ja zaś nie mogę wyjść z podziwu nad tą recepcją głęboką, moim światem przetransponowanym na Twój i Twoim powierzonym mi. Nad więzią, która między nami się zrodziła, od pierwszych słów, ganiania się, wkładania sobie urojonych pająków za koszulę, od wycia na modłę kościelną, bo nie chcę Ci dać trzeciego ciastka; poprzez tego guza nabitego w czasie pierwszego spotkania, oglądania pociągów przez bite trzy godziny przy Twoim niesłabnącym zainteresowaniu, mówienia wszystkim paniom dzień dobry i udawaniu złodzieja, którego zawsze dopadasz. Od czyszczenia Ci twarzy z dżemu, którym wysmarujesz się po czubek głowy, kąpania Cię w pianie, którą jesz, smarowania Cię kremem, na który prychasz, poprzez uczenia Cię słów: łobuz, feler, awanturować, z których to masz wieczny ubaw i które to także powtarzasz z namaszczeniem, w formie: łopus, sfelrer, bonturować!
W końcu i po to ciche kocham Cię, którym raczysz mnie tuż przed snem, kiedy oczy masz zaklejone bajką, a piąstki wkładasz sobie do ust.
W takich chwilach jesteśmy ze sobą najbliżej.
***
I w tych jeszcze, w których podnoszę na Ciebie głos, mówiąc tonem nie znoszącym sprzeciwu: R., proszę przestać karmić bąki cukrem.
A Ty patrząc na mnie z miną niewiniątka i palcami zaklejonymi od słodkiej mazi, odpowiadasz wtedy ciepły i skruszony: Wiem, tylko muszy moszna.
Tags: bąki, dziecko, maleństwo, peron, pociągi, stacja, wakacje


lipiec 25, 2008 @ 8:17 am
Piękne chwile i jak ładnie opisane…
lipiec 25, 2008 @ 10:07 pm
Tylko muszy moszna… Widzę, że porządnie sobie synalka urabiasz ;)
lipiec 27, 2008 @ 12:16 pm
Mrrr, takie letnie i słodziuchne to. Magia baj Mag ;]
lipiec 28, 2008 @ 4:11 pm
Taki młody, a już moszna!
lipiec 28, 2008 @ 8:17 pm
taki młody, a już wie, że tylko muchy można:) cuowna łobuzerska latorośl!
lipiec 28, 2008 @ 10:22 pm
Czytam i wpadam w zachwyt. Piękne malowanie słowami.