Posted by: Mag on: 08/09/2008
Nic się nie zmieniło. Dzieci włażą na drzewa tak, jak to robiły pięć i dziesięć lat temu, krzyczą mi pod oknem wyzywając się od dałnów i debili, sieką się trzcinowymi gałązkami, na końcu których umieszczają owoce dzikiej róży i drą japy o tym, jak to się nawzajem będą brać w aucie, e-he. Dziewczyny w wieku lat siedemnastu wystawiają na ostatnie słońce swoje pępki, kręte jak ślimaki, brudne od coca-coli i leżenia w trawie. Karmią chłopców w wieku lat siedemnastu ciastkami z dziurką i watą cukrową spomiędzy palców, którą kręcą bez mrugnięcia okiem.
Dziadkowie siedzą pod parasolami sącząc herbatę i rok czterdziesty piąty, który kamiennym murem wrasta w zabudowę miasta oraz smak pączków z przed wojny, narzekając na tegoroczoną młodzież, która już rok temu miała być najgorsza z najgroszych, a tymczasem wciąż jeszcze przebija siebie z ostatniego czasu i przekłada pokolenia na nieskończoność w wężykach pępków i spazmach rzęs.

Nic się nie zmieniło. W szkole siedzę w ostatniej ławce, zamykam oczy i słucham głosu pani eM., która dzieli bajki na epigramatyczne i narracyjne. Czekam, aż mnie wywoła do odpowiedzi, a ja bez przygotowania odpowiem o Krasickim gładko i genialnie. Podsuwam A. konspiracyjną karteczkę z informacją, że znowu widziałam B., a A. mi odpisuje, że drugi rząd, trzeci od okna i wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia. Mamy siedemnaście lat i wszystko nam wolno; jesteśmy jeszcze całkiem głupie, naiwne i mamy słodko drżące łydki w nylonowych pończochach. Po szkole pijemy wódkę i czytamy Jaspersa, a w weekendy naprawiamy świat przy pomocy Chrestomatii Polskiej, która świetnie przytrzymuje pamiątki po wszystkich byłych niebyłych w platynowych okładkach z miodu.
Mówimy w sześciu językach i rozpoczynamy studia ścisłe, kochamy się w malinach i pieczonych ziemniakach, mamy siedemnaście lat i po dwa fakultety, a do tego poważne braki w literaturze narodowej, z której jesteśmy specjalistkami. W przyszłości planujemy być żonami i matkami, mieszać składnię staro-cerkiewno-słowiańską z allofonami oraz domieszką myśli Heideggera, planować dzieci zgodnie z pojęciem i naukami Piageta, a wieczorami dziergać na drutach z Borgesem wepchniętym w futrynę okna, chroniącym dom przed przeciągiem i wilgocią.
Nic się nie zmieniło. Ty nadal się głośno śmiejesz i błyszczą ci oczy, ja rozmawiam na lekcjach i co chwila pytam ile do końca; jestem uzależniona od czekolady, internetu, spania i pomarańczy, ziewam ostentacyjnie i piszczę omijając sunące po deszczu ślimaki; to ty czekasz na mnie i zawsze jesteś, podczas, gdy ja mam wieczne spóźnienie sponsorowane przez milion rzeczy na raz i na zawsze. Śpię w dzień, piszę w nocy, mam dwa lata do ćwierćwiecza i siedemnaście w papierach; wszystko sfabrykowane przez ciebie, bo ja jestem na to za mała.
Nic się nie zmieniło. Masz rację.
Milo przed snem przeczytac cos takiego w telefonie. :)
08/09/2008 @ 9:06 PM
edyp nie był sam i to był jego problem. nie lubie go. ;pp