Najbardziej zasadniczym elementem wystroju tego miejsca była dziura wypalona w obrusie, świecąca jak takie ziarenko kawowe w mlecznej piance bitej śmietany, czerniejąca i wpijająca się w drewno maszyny do szycia, która między jednym obrotem swojego świata, a drugim robiła za stół, łóżko i przedwojenną wystawę ze wspomnieniami odmierzanymi łyżeczką nieskończoności. Na pianinie stały wazony z wyprzedaży, niedopite lampki wina z przedwczoraj i sprzed pół roku, ze śladami szminki od wydętych ust i kurzem wsiąkającym w rozmowy o rzucaniu palenia, tańszych połączeniach z Wrocławiem i niemoralnych propozycjach.
Całości dopełniał rower zajmujący centralną część lokalu, zarumieniony i zdezorientowany swoją nowoczesnością w miejscu, w którym zatrzymał się czas.

***
Czas jest względny, plącze się i wykrzywia, śpi w załomach pępka i przebija uszy wsuwką do włosów. Wchodzi pod powieki garścią piasku i przesypuje się aż do rana w ascendensach polichromii pokojów bez klamek i łóżek bez pościeli. Wpija się w dekolt, podwija rękawy, każe panu rowerzyście odczyniać sceny dantejskie przy barze, a mnie przygryzać wargę z rozmazaną skórką kasztana w kąciku ust.
Jest przy tym zdrowy na surowo i smaczny bez przygotowania. Wychodzący zawsze na czysto poprzez zwrócenie światu jego treści.
Tags: chronotop, czas, Hrabal, kawiarnia, miasteczko, przestrzeń, wspomnienia


wrzesień 17, 2008 @ 2:51 pm
Podobno odprawiasz orgiastyczne rytuały w przeddzień dnia zmarłych, aby czerpać wszelką wiedzę, wielką siłę, oraz wieczną młodość.
Tak słyszałem.
wrzesień 17, 2008 @ 3:02 pm
Tak, w dni wolne od szkoły zajmuję się nekrofilią.
wrzesień 18, 2008 @ 6:24 pm
A i teraz jak sobie zmieniłem awatar to mylę Ciebie ze mną. Ale to pewnie przez to, że w pracy mówią na mnie “laleczka”.
wrzesień 18, 2008 @ 11:52 pm
Trochę się pośpieszyłaś Maggie z tym Halloweenem :))
Trick or Treat!
wrzesień 19, 2008 @ 7:50 am
smacznego!
wrzesień 21, 2008 @ 10:02 pm
Miała usta o jakich zapomnieć nie można. Czasem dotykała ich słomka szczęśliwa, która zazdrość wywołująca, w zabawie swej, miedzy gorzkością a słodkością, odsłaniała coraz to nowe części różu i czerwieni. Ciepłość tego miejsca odsłaniała jej ramiona, jakże niedostępne i dalekie, nigdy nie widziane w ten sposób – pomarańczy odcieniu i szyby odbicia. Była nieopanowana, odurzona, z głową w krainach dalekich, które rozbawiały ją i kazały jej śmiać się ochoczo; a ona wciąż wpatrzona w niego, pilnowała by szał nie okazał się zbyt głośny dla gości i rowerzysty dziwacznego. Była w innym miejscu, patrząc na wspomnień obrazy, zaciskała mocno szczęki i chowała wzrok, odmawiając światu i Bogom ich praw. Spoglądała w magiczne kręgi na pianie tworzone, bawiła się ich formą, przeznaczeniem i żywotem krótkim.
Była tam, tak niepodważalnie, namacalnie, łącząc przeszłość z teraźniejszością, każąc czasu ustąpić i zrozumieć wreszcie, mimowolnie udowadniając schematom ich kruchość, wciąż ta sama, lekko inna, będąc taką dla której świat oszalał.
a ja wraz z nim.
wrzesień 22, 2008 @ 4:49 pm
Molier umarł na scenie. to się nazywa poświęcenie sztuce. blablabla
wrzesień 22, 2008 @ 8:56 pm
Czas na wczasy!
Studenci do nauki!
wrzesień 30, 2008 @ 7:43 pm
a wonderful picture.
A polish man came to me today and gave me chocolates. He said today was a special day in Poland – “boys” or “young man’s day”. I like any day when I get given sweets.