
państwo von kleist
Wchodzimy w noc, jakby dnia nie było, poranków nie było, lizania się słońca z cienką szparą horyzontu i duszności od mgieł drżących tuż przy ziemi. Jakby nie istniało nic poza rytualnym wchodzeniem w noc co noc, co sen. Dajemy się rozbierać światłu lampy węszącej jakąś zdradę na skrzyżowaniu Jagiełły z Kościuszki, gdzieś już dawno po północy, bezwstydnie i bezecnie pakując dwie dłonie do jednej rękawiczki.
Za dnia nie poznajemy ulic i krawężników, wstydzimy się klatek schodowych, które widziały nas po dziewiętnastej, dziwimy się wszystkiemu i zachowujemy, jak na młodą parę przystało. Tak, a ponad to donosimy, że leżymy zastrzeleni – i jeszcze w tej chwili można nas odnaleźć. Ja zatłukłam Ciebie, Ty zarżnąłeś mnie. Bardzo staromodnie leżymy – przytuleni, a trawy zwyczajnie ruszają się.
Śni mi się A. i odpytywanie uczniów z ich grzeszków młodości, szlajania się po klatkach schodowych i zabierania nam miejsca. Pytam ich długo i namiętnie, potem skaczę po dachach kamienic, sunę przez noc na ogromnym włochatym robalu i ląduje u Ciebie w łóżku; a potem się budzę. List ci
przyniosę we śnie. Otwieraj go wolno.
Wszystko należy robić cicho i powoli,
ponieważ miłość jednak jest. Tak.
.
Tags: Filandia, Marcin Świetlicki, noc, Państwo von Kleist, trzynaście, Świetliki


wrzesień 23, 2008 @ 3:45 am
To wszystko przez tę lampę, która zwietrzyła jakąś zdradę.
Tak… cicho i powoli brzmi znaczniej lepiej niż głośno i szybko :))
wrzesień 26, 2008 @ 7:25 am
i wazny jest jeszcze ten moment w ktorym zapalaja sie jednoczesnie wszystkie lampy uliczne w miescie…
październik 1, 2008 @ 7:05 pm
i kiedy gasną…