Posted by: Mag on: 27/01/2009
ieznajomy chłopak siedzący tuż za mną na wykładzie musiał najwidoczniej być szczerze dotknięty tą jasną żyłką przeciągniętą na moim ramieniu od końcówek włosów po zagłębienie łopatki, gdyż postanowił się jej pozbyć.
Wykład dotyczył lat trzydziestych wieku dwudziestego, niedźwiedzia, kochanków, wydawnictwa >Rój< oraz włochatych pończoch i toczył się na dwu poziomach. Pierwszym – dosłownym, naukowym i drugim, podziemnym, spiskowym, rozkwitającym w czytanych pokątnie książkach, pisanych liścikach, ziewaniach i ubawie ze zdjęć indeksowych, na których wszyscy byliśmy młodzi, bladzi, niewinni i nieopierzeni.
Brałam czynny udział w tym pierwszym toku przez jakieś trzysta sześćdziesiąt sekund, żeby po >Roju< i dacie 1934 pomyśleć o Sklepach cynamonowych, a tym samym wejść w drugi obieg. To nastroiło mnie zupełnie erotycznie oraz skierowało tor myślenia na paski od spodni i świst, kiedy się je rozpina. Ciąg skojarzeń został uruchomiony: rozporek, wcinająca się koszula, pranie, balia, dorodne piersi, Adela, kwadrat słońca rozżagwiony, okno [spojrzenie], robotnicy, biblioteka, futuryzm, masa, sala [spojrzenie], doktor, lista, kolega po prawej [spojrzenie], ktoś czytający Trans-Atlantyk, Gombrowicz, Schulz, Schulz, Schulz!, Sklepy cynamonowe – i tak zatacza się wielki krąg życia, o którym mówił Mufasa.
W pewnej chwili te moje rozważania natury postmodernistycznej zostały przerwane przez impuls wysłany przez centralny ośrodek nerwowy do ośrodka lenia, który to kazał mi sięgnąć do torebki po telefon, w celu uzyskania informacji: ile do końca. I w tym to właśnie momencie, kiedy niczego nieświadoma pochyliłam się ku leżącej obok kieszonce na zamek, gest za moimi plecami zdradził delikwenta! Oto bowiem zupełnie nieznajomy mi chłopiec raczył dobierać się do moich włosów, a co więcej – kraść je. Przydybany na gorącym uczynku zdążył zabrać jeszcze tego jednego z tysięcy (leżącego zapewne w okolicach mojego ramienia w pozie wyzywającej), a następnie nic sobie nie robić z moich wysoko podniesionych brwi oraz pytającego wzroku.
•
Włosa nie odzyskałam. Ale jestem święcie przekonana, że został on wykorzystany do niecnych celów. I albo jest teraz noszony w atłasowej sakiewce na piersi jako znak miłości i uwielbienia mojej skromnej osoby, albo stał się idealnym dopełnieniem laleczki voo-doo, poprzez którą moje życie popadnie w ruinę i pustkę aż po kres mych dni.
Wydaje mi się, że nie masz dużego wyboru – musisz łobuza pokochać :)
Jeśli włos nosi w sakiewce na znak miłości, to będzie to początek rzewnej, romantycznej epopei, o której będziesz kiedyś wnukom opowiadać.
Jesli natomiast, cele owego jegomościa są niecne i demoniczne, życząc mu dobrze, odbijesz jego zły urok i wszystkie złe czary, które rzuci(ł) na Ciebie, obrócą się przeciwko niemu (taka to widać kosmiczna karma).
Dla bezpieczeństwa ogol się na łyso – tylko wtedy owa laleczka Voo-Doo nie zadziała ;D
28/01/2009 @ 8:03 AM
W ramach doraźnej obrony przed czarną magią sugeruję zmianę koloru i długości włosów.