Posted by: Mag on: 04/02/2009
Przyczaił się na mnie między chłodziarko-zamrażarką a stosem kartonów z uszkodzonymi jogurtami. Zacharczał, zagulgotał, skupił się w sobie, by już po chwili owo skupienie przenieść na oczy, wybałuszyć je, wytłoczyć i zarzęzić w ascendesach sylab i namiętnych sonantów: - Rany, Halina!
Przez chwilę udawałam, całkiem logicznie, że nie do mnie te tony, że mogę dalej w skupieniu czytać etykietki paluszków rybnych i zająć się swoimi zakupami popołudniowo-obiadowymi, w celu spełnienia swojego zadania, jakim wyżej wymieniony posiłek jest. Tymczasem nic bardziej mylnego; ów jegomość w wieku podwójnie Chrystusowym, ze szpakowatymi włosami zaczesanymi z prawej strony na lewą, płaszczu obitym fragmentem lisa, okularami denkami i koszykiem wypełnionym pomarańczami, zwracał się właśnie w moją stronę, nazywając mnie Haliną i mrugając do mnie nerwowo.
- Halina, no! – wrzasnął mi tuż przy uchu waląc ręką w lodówkę z rybami. – Taka młoda, a taka głucha. Pomyślałby kto, no no… Halina… – dodał po chwili zniżając głos i przechodząc w szept – Jaśka nie daje mi spokoju.
Jeżeli do tej pory miałam nadzieję, że zachodzi tu horrendalna pomyłka i że już za chwilę mój nowy znajomy zorientuje się w niej, wycofa, przeprosi i z nerwowym mrugnięciem oddali się w kierunku kasy, to po tym wyznaniu zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo się mylę. Toteż bez chwili wahania postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. - To pomyłka – powiedziałam głosem stanowczym, z akcentem na mył. – Nie jestem Haliną. Jegomość spojrzał na mnie chytrze, wywalił język, zamrugał na dwa i powiedział zaciesznie: – Oj Halina, Halina, nic się nie zmieniłaś. Humorek dopisuje, po mamusi. Rzeczywiście, mój humorek od zawsze był wybitnie sprzyjający i z wysokiej półki, toteż postanowiłam zrobić z niego użytek w tej sytuacji.
- Proszę pana – wypowiedziałam te słowa tonem rodem z posiedzeń Trybunału Konstytucyjnego – Bardzo mi przykro, że Jaśka nie daje panu spokoju, ale pan mnie najwyraźniej z kimś myli. Nie nazywam się Halina. – Więc jak? – odparł zaskoczony jegomość wpijając się kościstymi palcami w lodówkę w rybami. Tego się nie spodziewałam. Westchnęłam cicho, włożyłam paluszki do koszyka, uśmiechnęłam się nawet lekko i z rezygnacją powiedziałam: - Magda. A teraz pozwoli pan, że pójdę do kasy. Zdążyłam zrobić zaledwie dwa kroki, gdy usłyszałam: – Halina! Ty sobie ze mną nie pogrywaj, a! Ja wszystko twojej rodzonej matce powiem, wszystko. Że się zadawałaś z Marcinem, to też. Że uprawiacie brzydkie rzeczy przed ślubem! I to jeszcze, że nie po bożemu i że specjalnie się na ćwiczenia zapisaliście, żeby różne figury wyczyniać diabelskie! O!
Parsknęłam w kołnierz. Odwróciłam się z uśmiechem, przyjęłam bojową pozycję z jedną ręką na biodrze, drugą z koszykiem gotową do miotania w razie potrzeby i głosem poważnym, a krotochwilnym orzekłam: – Dobrze – po czym z diabelskim błyskiem w oku dodałam – Tylko proszę nie zapomnieć dodać, że robimy to także na stole w kuchni, na biurku, pod prysznicem i… i i w chłodziarko-zamrażarce w Tesco.
Jegomość stał przez chwilę jak wryty, mrugał nerwowo, to otwierał usta, to zamykał, jakby chciał coś powiedzieć, po czym z czołem pałającym, a głosem ochrypłym zagrzmiał: – Wiedziałem! I z tym wykrzyknieniem pozostawiłam go samego, oddalając się w kierunku kasy.
•
Potem, już przy samym wyjściu ze sklepu, kiedy płaciłam za rybę i inne produkty niezbędne do wykonania zadania, znowu usłyszałam za swoimi plecami: – Halina! Tym razem postanowiłam w ogóle nie reagować na ten tani podryw. Co więcej, nie musiałam. Bowiem kolejną ofiarą naszego jegomościa stał się blond osiłek w skórzanej kurtce i wytartych dżinsach, tak uderzająco podobny do Haliny, że naprawdę trudno byłoby się nie pomylić. Osiłek najwyraźniej nie zamierzał wdawać się w jakiekolwiek dywagacje z napastowanym przez Jaśkę jegomościem, bo po krótkiej serii: rany, co, halina, kto – wydusił z siebie gniewnie: - Panie, czy ja mam panu jaja pokazać? Na co zdenerwowana już całym tym zamieszaniem ekspedientka odpowiadziała wskazując głową na tyły sklepu – Dział z nabiałem po prawej.
Ty się, Halina faktycznie nie zmieniłaś, szelmutko ;)
ps. dobra, przy czytaniu wzięłam i się w ramach rechotu oplułam kawą. Mój market lokalny jakiś taki wyprany z epizodów ;)
Właśnie mnie olśniło!
Halina i Jaśka jedną matke mają.
Jesli masz siostrę, to może było to coś więcej niz “tani podryw” :)
Sluchaj Halina,ja naprawde myslalem,ze to TY!I dlaczego tak nagle sie do tej cholernej kasy oddalilas?Chcialem ci jeszcze cos powiedziec,ale sie ten facet napatoczyl i zaczal mi pokazywac…no wiesz co.Nabial. :-)
No to Halince narobiłaś.
04/02/2009 @ 4:44 PM
Mi, krótkostażowemu czytelnikowi tego miejsca, aż ciężko uwierzyć, że jednej osobie może się tyle sytuacji rodem z Monty Pythona / Misia / Rejsu / itp. w tak krótkim czasie przydarzyć…
Ale to pewnie kwestia obserwacji, brania życia pod włos i umiejętności sprzedania swoich doświadczeń ;) Pogratulować jednego, drugiego i trzeciego.