Bawidełka

Mad Mag

Posted by: Mag on: 27/02/2009

Przez ostatnie trzydzieści sześć godzin w stolicy Bangladeszu trwały walki. Wprowadzono stan wyjątkowy, bo ludziom nie spodobały się wyniki wyborów i postanowili coś z tym zrobić – bardzo solidnie i z wyczuciem – wyłażąc z domów i strzelając do siebie. W tym samym czasie w odległości małego palca u lewej ręki od tego miejsca – na mapie politycznej świata w skali dostatecznie ogromnej – w pewnym mieście w stolicy Wielkopolski przeżywano bóle porodowe związane z ostatnią stroną pierwszego rozdziału pracy magisterskiej – które to bóle zaowocowały szczęśliwym rozwiązaniem w okolicach wczesnorannych.

Do owego rozwiązania w życiu by nie doszło, gdyby nie spisek pewnego pana z Dhaki uczestniczącego wcale nie na ochotnika we wspomnianym na początku stanie wyjątkowym i pewnej pani z miasta na Pomorzu, spowinowaconej w prostej linii z matką magisterskiego dziecka – którzy to postanowili ukryć przed w bólach rodzącą następujące fakty: tak – mamy bunt, tak – mamy ofiary, tak – strzelają, tak – jest bardzo niebezpiecznie. Kolaborację ułatwił im fakt, że rodząca a) nie posiada telewizora, b) pisze pracę, c) nie czyta gazet, d) pisze pracę, e) najbardziej, zdawać by się mogło, solidny portal informacyjny w kraju, który dostarcza rodzącej wiadomości poprzez kanały rss, jakimś dziwnym trafem wydarzeń z państwa na literę B. nie ściąga; przykłady można mnożyć.

Po trzech dniach konflikt w B. został zażegnany, więc można było poinformować o nim świeżo upieczoną mamę. Nie jestem pewna, czy Drodzy Czytelnicy zdają sobie sprawę z powagi i ważkości tej sytuacji? Nie chodzi tu bowiem tylko li i o troskę bliskich i kochanych osób, które postanowiły oszczędzić młodej mamie wzruszeń, nerwów i obaw (co swoją drogą jest ponad wszystko ważne, piękne i ogromnie znaczące), ale i o bezpieczeństwo całej Południowej Azji. Dokładnie tak.

W latach 40. XX wieku Bangladesz został podzielony między Indie i Pakistan, co nikomu nie wyszło na dobre, zwłaszcza, że do czynników politycznych dołączyły atmosferyczne, w postaci huraganów i innych prezentów od przyrody. Bengalczycy więc w ramach samostanowienia – ze znanym już skądinąd – wyczuciem i solidnością – postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Nie będę zbytnio zagłębiać się w historię, bo nudzić to Czytelnicy mają się w szkole, na wykładach, w pracy (biedni) lub gdziekolwiek indziej, a nie na blogu. Istotne jest niemniej to, że na czele ówczesnych walk partyzanckich i wyzwoleńczych stanął niejaki M.A.G. Osmani torując B. drogę do wolności w sposób nieznoszący sprzeciwu – a więc jedyny i słuszny.

Historia lubi się powtarzać. Wie o tym pewien genialny pan przebywający obecnie w stolicy Bangladeszu oraz fantastyczna pani z Pomorza. Rząd w Dhace powinien być im dozgonnie wdzięczny za kolaborację, sabotaż i wszystkie te sprytnie przeprowadzone działania, które sprawiły, że Mag nie dowiedziała się o sytuacji w Południowej Azji i znów nie postanowiła zaprowadzić w niej porządku. Wpis ten przy tym jest oficjalnym ostrzeżeniem dla władz Bangladeszu i żelaznym ultimatum w tej sprawie. Wszelkie zaniedbania, zaniechania i uchylenia się od zapewnienia bezpieczeństwa panu M. na terenie stolicy B. sprowadzą na tej kraj miecz i ogień jakiego świat nie widział, a imię jego My Angry God.

***

Dziecko urodziło się całe i zdrowe, ma dwadzieścia pięć stron i jest wcale do rzeczy. W chwili obecnej przebywa  na rutynowej obserwacji.

dedicated to M.

Odpowiedzi: 12 do "Mad Mag"

PS do ultimatum. Stronę BBC mam obecnie ustawioną jako startową, więc niech nikt nie raczy liczyć na to, że cokolwiek mi umknie. ]:->

W taki oto sposób Mag postanowiła wznieść bunt przeciwko sojuszowi pana M. i pani z Pomorza, który jest konsekwencją buntu jednostek paramilitarnych BDR przeciwko rządowi i regularnej Armii B.
ten świat jest skomplikowany ;)

Bunt numer dwa w powyższym akapicie został zażegnany groźbami i wkroczeniem czołgów do miasta. Bunt numer jeden jest jeszcze do rozwiązania.

Miejmy nadzieję ze drogą pokojową;
śniadaniową lub filmową:)

Co tam Bangladesz, czy jakaś Sri Lanka.

Pisanie własnej pracy magisterskiej może być jak pierwsza miłość, pierwszy pocałunek. Doceńcie stan emocji i ducha MAG. Gratulacje dla twórczej płodności i radości, jaką daje 25 stron pisanych pod ostrzałem (dzięki Bogu i partii bez świadomości tego stanu rzeczy).

Rozumiem, że rząd Bangladeszu, w zamian za nieangażowanie się w wewnętrzne sprawy tego kraju, zaoferował żłobek i towarzystwo innych dzieci…

A swoją drogą to pokazuje, jak rozjechały się nasze serwisy informacyjne z tym, co dzieje się dookoła.

Młodej Mamie gratulujemy Potomka, władzom Bangladeszu współczujemy konsekwencji, jakie grożą im w przypadku niedotrzymania tego żelaznego ultimatum. Chłopaki, bądźcie rozsądni, bo to się dla was źle skończy… Ta pani jest uzbrojona i niebezpieczna, nie ryzykujcie.

i w ramach nieskromnego przypisu muszę się pochwalić, bo duma mnie rozsadza: wczorajszej nocy zostałam mamką (“matka” to za duże słowo ;p) – z niewymowną pomocą wujaszka Kopiego-Pasta z zera stron Magisterki zrobiło mi się dziesięć ;D ihaaaa!

Cale – to fajnie,a czy zdrowe to sie jeszcze okaze, jak promotor sie za to wezmie. A ten porod to silami natury, czy cesarka?Zreszta, po co ja pytam. Najwazniejsze,ze matka ma sie dobrze, bo przy takich kilkudniowych porodach to o pomiesznie zmyslow nietrudno :-)

mój pierwszy rozdział, który okazał się być zdrowy, zgrabny i rokujący nadzieje na przyszłość, choć nieco chuderlawy, domaga się rodzeństwa w liczbie czterech sztuk, a ja od dwóch miesięcy cierpię na totalny zanik sił rozrodczych i kryzys rodzicielstwa. a niech to. tym bardziej więc, jako matka jedynaka gratuluję narodzin i życzę szybkiego obrodzenia w dalsze potomstwo :)

Gratuluje,

mam nadzieję, że odżywki, pieluchy… młoda mama ma już przygotowane. Zatem pora na chrzest? Kiedy to przyszła mama zamierza rodzic następne rozdziały, no.. i to przedszkole?
25 na rozdział – to wcale opasłe to dzieciątko będzie…

Od czasu do czasu będę trzymał kciuki.

Serdecznosci

>Pisanie własnej pracy magisterskiej może być jak pierwsza miłość, pierwszy pocałunek.

…piękne i czyste jak pierwsze kochanie.
Ech, poloniści… :P

Swoją drogą genialny pan dobrze wyczuł sytuację. :)

Chciałem coś napisać, ale po przeczytaniu komentarzy wypadło mi z głowy.

A na B. można sprowadzić miecz, ogień i gołębie kupy. Ku chwale Wielkopolski.

Tak to już bywa. Ja wczoraj przed snem miałem w głowie pierwszy rozdział bestselerowej powieści, a dziś nawet tytułu nie pamiętam. Szkoda, bo zapowiadała się pasjonująco…

[...] więc, że ucząc się na błędach poprzedników Bogota zwróci mi mojego konkubenta na przestrzeni obiecanych dni siedmiu. Gdyby zaś doszło do [...]

Dodaj komentarz

Katalog

(c)Teksty chronione prawem autorskim. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie zawartości bloga wymaga indywidualnej zgody autora za każdym razem! (c) All rights reserved. Any unauthorised use of any content from this site is in direct violation of copyright!

CZYTELNICY

  • 120,969 wejść