Posted by: Mag on: 18/03/2009
Znowu dałam się nabrać. Wstałam rano z mocnym postanowieniem poprawy i zamiarem nie popełniania błędów z dni poprzednich, ale jak zwykle na postanowieniu owym się skończyło. I choć doskonale wiedziałam czym taka lekkomyślność i brak trzeźwego myślenia może się skończyć, to wylazłam w tę złudną wiosnę, co za oknem, bajkowo słońcem rzyga.
Każde rano zaczyna się więc tak samo. Wstaję pełna nadziei i marzeń na wiosnę huczącą oraz rojną, szumnie i doniośle zapowiada
ną przez to słońce bujne, ptaków kwilenie na poobgryzanych jeszcze przez zimno drzewach, dzieci piszczące w drodze do szkoły, tych, którzy wstali przede mną i też oczywiście dali się nabrać – spacerując teraz na zimnie paskudnym w samych li tylko sweterkach oraz kusych kiecach; przez szamańską piosenkę Grechuty wywołującą przed śniadaniem ciepiełko oraz tysiąc innych powodów, dla których to postanawiam znów przybrać się w odzienie nieco lżejsze, nieco mniej grzejące i ogólnie otwarte na wszelkie propozycje.
I potem pełna tych kruchych i paskudnych nadziei wchodzę w to łuszczenie się przedpołudnia i już w połowie drogi między mieszkaniem a przystankiem, między Palacza a Kasprzaka, między jednym rzuconym kurczaczkiem a drugim, wiem, że znowu mnie wystawiono i oszukano okrutnie, i że to żadna wiosna nie jest, a obrzydliwe przedwiośnie ze szklanymi od mrozu domami i nudną prozą życia jak smętne opowieści Żeromskiego, opasłe i siermiężne, z których się dostaje jedynki za odpowiedź, a potem nienawidzi ich do końca życia.
***
Cóż mi pozostaje? Chyba nic ponad to, żeby zawziąć się i nie dać tym fatalnym przeciwnościom losu, zbyt kusym spódnicom, za krótkim rękawom, frywolnemu piszczeniu ptaków i w upartości swej czekać na wiosnę prawdziwą, tę o której pisał Schulz. Wiosnę, która będzie miała odwagę wytrwać, pozostać wierną, dotrzymać wszystkiego. Wiosnę, która po tylu nieudałych próbach, wzlotach, inkantatach będzie się chciała wreszcie naprawdę ukonstytuować, wybuchnąć na świat wiosną generalną i już ostateczną. Czego wszystkim Czytelnikom, jej i sobie życzę.
19/03/2009 @ 7:57 AM
Ale za to jak zahartować się można!
Poza tym: czyż najpiękniejsze nie jest oczekiwanie?
Pozdrawiam.