Posted by: Mag on: 30/03/2009
Ostatni raz w luna parku byłam gdzieś na początku podstawówki. Toteż na propozycję M., żeby tej niedzieli zafundować sobie powrót do dzieciństwa i skorzystać z tymczasowo stacjonującej we Wrocławiu atrakcji, zgodziłam się z piskiem, przytupem i rumieńcami na policzkach. Zebrawszy więc ekipę ludzi – których w tym miejscu pozdrawiam i pozdrawiam serdecznie;) – równie żądnych wrażeń, wybraliśmy się na Plac Społeczny, co by zażyć wywczasu, adrenaliny, uciechy i inszych przyjemności.
Od samego początku wiedziałam, że nie wlezę na to wielkie śmigło, kręcące się jakieś trzydzieści metrów nad ziemią ruchem niejednostajnie przyspieszonym ze wszelkimi atrakcjami sponsorowanymi przez siłę ciążenia, sumę siły odśrodkowej i wariackiej, dającej siłę wypadkową szałową w ramach praw drugiej zasady dynamiki Newtona, pęd, popęd i różnicę ciśnienia atmosferycznego. Że wołem, watą cukrową, żelkami, miśkiem ze strzelnicy i tygodniowym kuponem na posiłki wegetariańskie mnie żadna siła tam nie zawlecze i że prędzej skonam niż dosiądę tego niepewnego krzesła wywalającego żądnych wrażeń ludzi w kosmos.
Spośród więc atrakcji wielu – łańcuchowych, pojazdowych, strzelniczych, śmigłowych – wybrałam sobie takie jedno diabelstwo, co nawet niestrasznie wyglądało, a kręciło i piszczało jak szalone – wiecznie bujając komplet pasażerów. Z perspektywy dzisiejszej rozumiem parcie na tę bujawkę. Ktoś to naprawdę świetnie wykombinował – zawierając przyjemne w pożytecznym – i założenia wszystkich praw Newtona, Keplera, Archimedesa, czy innego Pitagorasa włączając w jedną maszynę, będącą dziełem szatana.
Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy siła F działa na ciało m z pewnym przyspieszeniem a. Wydawać by się mogło, że nic bardziej pospolitego i banalnego. A tymczasem zasada zachowania pędu przy takich warunkach siłowych i w czasie, w którym delta te równa się pisk, przerażenia i rozmach, urasta do horrendalnych rozmiarów dublując trzecią zasadę dynamiki Newtona i prowadząc do efektu znanego w fizyce pod terminem: teoria względności. Działa ona w ten sposób, że suma bodźców naziemnych: wzrokowych i słuchowych nie równa się sumie bodźców ruchowo-czuciowych na tej diabelskiej maszynie, w której macierz gęstości atmosfery przekracza dopuszczalną normę, prowadząc tym samym do paniki.
Mówiąc prościej – z poziomu ziemia – po upływie kilku sekund – człowiek zostaje wyrzucony w kosmos w ramach zasady zachowania pędu – i modli się – każdy na swój sposób – o spokojne lądowanie. Jedni siedzą z zamkniętymi oczami i rękoma wpijają się w drążki, myśląc o sercu, które jest w uchu i żołądku gdzieś w okolicach pachy; inni krzyczą podniebiosa za dwoje, co by było raźniej; jeszcze inni przypominają sobie wszystkie znane przekleństwa i ich kombinacje wypowiadając je na jednym wydechu z finałowym: teraz kurwa w drugą stronę!
Kiedy obydwie zaś strony zostaną już odhaczone i dochodzi jeszcze tylko do rytualnego powtórzenia obydwu azymutów, owo nasienie szatana zaczyna zwalniać i zwraca światu ludzi w rozmazanych makijażach i fantazyjnych fryzurach typu: nieład artystyczny.
Jeżeli więc ktoś marzy o karierze astronauty i zastanawia się, jak robią to w NASA, to polecam:
:)
absolutnie
30/03/2009 @ 2:10 PM
jupi jej, też tak chcę