Bawidełka

Tarannie

Posted by: Mag on: 01/06/2009

Oto i stało się, zostałam taranem. Jeszcze całkiem niedawno ostrzegałam wszystkich mieszkańców Poznania przez owym elementem czasoprzestrzeni, burzącym ich spokój i prawo do swobodnego korzystania z dobytku miasta, gdy tymczasem zupełnie niepostrzeżenie i przypadkowo stałam się jednym z tych paskudnych pomiotów szatańskich  – machiną oblężniczą dalej zwanych.

Do odkrycie onego doszło zeszłej niedzieli, kiedy to nie spodziewając się niczego zupełnie – spotkałam swoje przeznaczenie. Oto bowiem w czasie jednej z krotochwilnych rozmów z M. pozbyłam się najwidoczniej synchronizacji działań poprawnie występującej u każdej osoby w zestawie typu: jednoczesne oddychanie, kontaktowanie, mruganie powiekami, co zaowocowało metamorfozą mojej osoby w wyżej wspomniany taran próbujący sforsować ścianę.

Można by było jeszcze to jakoś tam rozumieć, gdybym znajdowała się w okołozdarzeniowym pomieszczeniu raz pierwszy. Ale jak na złość pokój ów mi jest specjalistycznie znany, jako że mój własny. Zapomnienie więc o ścianie znajdującej się tuż za łóżkiem mogę tłumaczyć jedynie prawdziwym zewem natury, który raczył się objawić w tym momencie i swoją energię przełożyć na działanie. I tak, podczas gdy próbowałam jednocześnie mówić do M. i siadać na łóżku, nastąpiło zwarcie na kanale w ośrodkowym układzie nerwowym, który  nie poradził sobie z tym nadmiarem informacji (siadaj i mów). W wyniku tego dystans odległości między łożem a ścianą nie został zachowany i nastąpiło tej ostatniej huczne forsowanie.

Ci, którzy spodziewają się makabrycznego końca tej historii mogą swobodnie przyjąć status zawiedzionych. Do rozlewu krwi bowiem nie doszło, ściana tym bardziej nie ustąpiła. Co prawda kilkudniowy guz rośnie i skacze po mojej głowie w najlepsze, ale czymże jest on w obliczu odkrycia możliwości drzemiących w człowieku? Okazuje się wszak, że aby pewne rzeczy przeforsować, wystarczy tylko ruszyć głową.

Tagi:

Odpowiedzi: 11 do "Tarannie"

Odwieczna potrzeba autodestrukcji. Jeszcze wróci…

jako, że od wczesnego dzieciństwa wykazywałam zatrważający brak koordynacji ruchowej, co zresztą po dziś dzień mi zostało, miałam przyjemność wielokrotnych bliskich spotkań z rozmaitymi elementami przestrzeni, w tym – dobrze znanej przestrzeni mieszkania. moi rodzice szybko przyzwyczaili się do posiadania wiecznie poobijanej pociechy i ze stoickim spokojem kwitowali kolejne guzy i rany pytaniem: znowu ściana ci się przesunęła?

a teraz okazuje się, że mieli rację – ściany naprawdę się przesuwają! ha!

Powiedz Mag, co jeszcze się Tobie nie przytrafiło?
Albo lepiej nie mów. Zaczekam, jak opiszesz to ze swadą popijając… gorące kakao (-:

Notka o zderzeniu ze ścianą. Nic mnie już nie zdziwi. :P

Wracając do filozofii. :) Czy ten wydział na UAMie jest.. ee.. jak to tam… no taki, że jak, np. wyjadę do Anglii to nie będę musiał robić egzaminów, “potwierdzających” te już zaliczone?

AMS, dostań się najpierw do liceum, okej?

Dostanie się do liceum to żadne takie szast-prast.
Sądząc z tego, czego to się młodzież w gimnazjum uczy, pewnie bym się w tym roku nie dostał. Może jakiś maraton korepetycji by pomógł, ale to nic pewnego…

Mag, ja już się dostałem. Mam “znajomości” w tym liceum, i gdyby nawet mnie nie przyjeli, to i tak przyjmą. :P A ja planuję swoją przyszłość, bo nie chcę mieszkać tam, gdzie mieszkam teraz. No i mam 3 opcje. Z naciskiem na Poznań.

[mam spore zaległości u ciebie...]

Nie mam gdzie pochwalić, zatem robię to w jedynym znanym mi miejscu, gdzie Bawidełkę na pewno zastanę – świetnie zdjęcie na Wydziale!

Ale Ty się musisz nudzić przy tej magisterce:)

Dodaj komentarz

Katalog

(c)Teksty chronione prawem autorskim. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie zawartości bloga wymaga indywidualnej zgody autora za każdym razem! (c) All rights reserved. Any unauthorised use of any content from this site is in direct violation of copyright!

CZYTELNICY

  • 120,969 wejść