Posted by: Mag on: 23/06/2009
Czas u Schulza jest subiektywny, psychologiczny, to mityczny azyl przed nieuchronnym mijaniem przeszłości. Jest on także heretycki i wynalazczy, przywraca to, co minęło, rekompensując nam strwonione i puste dni pełne nudy oraz powszedności. W jednej chwili z wczoraj robi jutro, a z dziś drugą jesień i noc wielkiego sezonu. Zazwyczaj jednak bywa tak, że śmiga jak z bicza trzasnął i że człowiek nawet nie zdąży się obejrzeć, a już jest gdzieś u końca kolejnej wielkiej przeprawy z poczuciem, że oto wpadło się w jakieś zasklepienie czasoprzestrzeni, i że miast lutego w kalendarzu figurują ostatnie dni czerwca z oficjalnymi zaślubinami z literaturą.
Oznacza to wszystko, ni mniej ni więcej, że za dwadzieścia cztery godziny mówię pracy mag. – tak. Soł łisz mi lak.
No to jestem Mag Istrem :)
łiii! gratulacje! :D
23/06/2009 @ 6:22 PM
trzymam kciuki, będzie doskonale!