Posted by: Mag on: 21/10/2009
O tej porze roku szpilki nabierają nowego, odświętnego stylu i charakteru, przejmując na przełomie października oraz listopada rolę bolców oraz ozdobnych makiet, których nie powstydziłby się nawet mistrz ikebany. Sztuką bowiem jest przejść w nich przez wyłożony mokrymi, sprasowanymi liśćmi chodnik, śliski jak skórka winogrona, bez nabicia kilku takich egzemplarzy jesieni, bezładnie i nieelegancko na wysoki słupek. A i ile potem się trzeba namęczyć, nagimnastykować, żeby pozbyć się takiego nieładu zupełnie niepostrzeżenie i wykwitnie w tramwaju, tak, aby wyglądało , że najzwyczajniej w świecie przestępujemy z nogi na nogę, a nie toczymy walkę na być albo nie być ze zgniłym odpadem pierwszego lepszego klonu.
O tej porze roku inaczej wygląda też sprowadzanie do domu kasztanów, żołędzi, kawałków zdechłej jarzębiny i ostatnich siwych włosów babiego lata. Wszystko bowiem gnije i pachnie starą, zbutwiałą skórą, szorstką i nieprzyjemną w dotyku. Gromadzi się po półkach, wazonach, kieszeniach i doniczkach na balkonie, z których bezpański kot wylizuje resztki ziemi. Nie pozostaje wówczas nic innego jak trzymać się ciepło i nie dawać wszechogarniającej szarości oraz brzydocie. Jak piękna i mądra, ostoja więźniów i grzeszników, święta panienka z Guadalupy.
nie każda kobieta jest stworzona do obcasów, i wcale nie zło… :)
“Nie pozostaje wówczas nic innego jak trzymać się ciepło”
Musiałam. Ty też trzymaj się ciepło, mężczyzno, który o mnie zapomniał. ;-) ;-*
Wydaje mi sie, ze juz czas na zmiane butow :-)
na kalosze znaczy się? :))
z ocieplaczem*
praca w wydawnictwie absorbuje, więc musisz jej wybaczyć :)
to już coś… ;)
To nie w kablowce?!
21/10/2009 @ 7:36 PM
you are unromantic girl…like me ;)